Według Severe-Weather.eu już na początku listopada nad Arktyką może dojść do nagłego ocieplenia stratosferycznego (SSW). Jeśli prognozy się potwierdzą, będzie to najwcześniejszy odnotowany przypadek tego zjawiska, wyprzedzający wcześniejsze o ponad trzy tygodnie. Andrej Flis, autor serwisu, ocenił, że tak wczesne wystąpienie SSW nie miałoby precedensu.
SSW polega na gwałtownym wzroście temperatury w stratosferze, czyli w warstwie atmosfery sięgającej od 15 do 50 km nad ziemią. W ciągu kilku dni może ona wzrosnąć o 30-50°C, a zjawisko bywa połączone ze zmianą kierunku wiatrów. Oddziałuje ono na wir polarny, czyli rozległy układ niskiego ciśnienia, który jesienią dopiero się formuje nad biegunem północnym i zatrzymuje w Arktyce mroźne powietrze. Od cieplejszych mas na południu oddziela go prąd strumieniowy, wiejący zwykle z prędkością do 300 km/h, a czasem powyżej 400 km/h.
Gdy wir słabnie lub zostaje przerwany, prąd strumieniowy przesuwa się na południe, a zimne powietrze zazwyczaj podąża za nim. Może więc dotrzeć do Europy, Ameryki Północnej i Azji. Prognozy zakładają, że wiatry w stratosferze zmienią kierunek, a wir rozpadnie się na dwa jądra. Jedno miałoby powędrować w stronę Ameryki Północnej, drugie w przeciwną.
Flis zaznaczył, że skutki takiego zaburzenia jesienią, przy jeszcze niepełnej sile wiru, trudno przewidzieć. Jego zdaniem rozbicie wiru nie przesądza o niskich temperaturach w każdym miejscu średnich szerokości geograficznych.