Według najnowszych wyliczeń amerykańskiego modelu GFS z 27 października w pierwszej połowie listopada pogoda w Polsce może się gwałtownie zmienić. Model wskazuje na napływ arktycznego powietrza z północnego wschodu, temperatury poniżej zera i obfite opady śniegu.
Z symulacji wynika, że 10 listopada temperatura w niemal całym kraju zbliży się do zera, a miejscami, zwłaszcza w centrum, spadnie do około -5 stopni. Najzimniej ma być na Lubelszczyźnie. Dzień później na południowym wschodzie mróz może sięgnąć -8 stopni, a w rejonach podgórskich nawet -14 stopni. Podobny scenariusz pokazuje poranna aktualizacja modelu.
Pierwsza symulacja zakłada, że śnieg dotrze do Polski 8 listopada wraz z niżem, a następnego dnia opady obejmą m.in. centrum, Wielkopolskę i południowy zachód. Najintensywniej ma sypać na południu, w tym w górach oraz w częściach Śląska, Małopolski i Podkarpacia. Aktualizacja z rana przesuwa początek opadów na sobotę 7 listopada.
Do 12 listopada grubsza pokrywa śnieżna może powstać w całym pasie górskim, od Sudetów po Bieszczady. W Sanoku i Krakowie jej wysokość mogłaby przekroczyć 20 cm, a w Tatrach wynieść około 50 cm. Poza górami na południu i wschodzie kraju przyrost śniegu miałby zwykle sięgać 5-7 cm.
Europejski model ECMWF przewiduje jednak łagodniejszy przebieg: zamiast śnieżyc pokazuje intensywne opady deszczu, a 9 listopada strefę ulew nad dużą częścią Polski. Zgodność dwóch aktualizacji GFS zwiększa szanse na zimowy atak, ale nie przesądza o jego przebiegu i sile. To prognoza długoterminowa, dlatego warto śledzić kolejne wyliczenia i komunikaty IMGW.