Wieczór urodzin mojego teścia nadszedł szybciej, niż się spodziewałam.
Restauracja była pełna, a cała rodzina Cătălina przybyła przed nami. Ramona siedziała już na czele stołu, przeglądając menu z entuzjazmem, który znałam aż za dobrze.
— Uhonorujmy dziś tatę! — powiedziała radośnie. — Nie patrz na ceny!
Mój teść, pan Gheorghe, natychmiast podniósł wzrok.
— Nie przesadzajmy. Ważne, że jesteśmy razem.
Ramona się roześmiała.
— Sześćdziesiąt pięć lat kończy się tylko raz.
Kelner nie zdążył jeszcze wyjść, a już zaczęła składać zamówienie.
Tace.
Polędwica wołowa.
Koktajle.
Dwie butelki wina.
Desery dla dzieci.
Spojrzałam na Cătălina.
Obiecał mi, że porozmawia z rodziną, zanim ktokolwiek wyda rozkaz.
Teraz milczał.
Dyskretnie na niego spojrzałam.
Zrozumiał.
A przynajmniej tak mi się wydawało.
— Cătălin… mówisz im?
Odchrząknął i uśmiechnął się niezręcznie.
— Później… niech się trochę zabawią.
Poczułam, że robi mi się słabo.
Znowu.
Dokładnie jak zawsze.
Ramona zwróciła się do swoich chłopaków.
— Bierzcie, co chcecie, dzieciaki! Dzisiaj nie patrzymy na pieniądze.
Potem spojrzała prosto na mnie i szeroko się uśmiechnęła.
— Na szczęście rodzinny bank też jest przy stole.
Kilku się roześmiało.
Inni uśmiechnęli się zawstydzeni.
Cătălin spuścił wzrok na swój talerz.
Nic nie powiedział.
Wtedy zrozumiałam, że jeśli będę czekać, aż się obroni, wrócę do domu w tym samym upokorzeniu.
Powoli wstałam od stołu.
— Przepraszam na chwilę.
Podeszłam prosto do kelnera.
Popatrzył na mnie uprzejmie.
— W czym mogę pani pomóc?
Mówiłam wystarczająco cicho, żeby nikt przy stole nie mógł mnie usłyszeć.
— Kiedy przyniesie pani rachunek, chcę go podać osobno dla każdej rodziny. Zapłacimy tylko za rodziców Cătălina i za nas. To wszystko.
Kelner spojrzał na mnie zaskoczony przez chwilę.
Po czym dyskretnie skinął głową.
— Oczywiście.
Wróciłam do stołu z sercem bijącym tak głośno, że miałam wrażenie, że wszyscy je słyszeli.
Ramona właśnie zamówiła kolejną butelkę wina.
Cătălin nadal unikał mojego wzroku.
Wiedziałem, że za kilka minut przy tym stole odkryje, że czasy, kiedy płaciłem za wszystkich, minęły bezpowrotnie.