Pielęgniarka stała w drzwiach, wyraźnie zdenerwowana.
— Doktorze… Przepraszam… ale chodzi o pana syna.
Uniosłam wzrok na chwilę.
— Proszę mówić!
— Przyszedł do szpitala z pacjentem… mówi, że ten mężczyzna jest jego ojcem.
Poczułam pustkę w duszy.
Ale moje ręce nie przestawały.
— Zamknijcie drzwi i wyprowadźcie wszystkich z drogi! Operacja trwa!
Pielęgniarka natychmiast skinęła głową i zniknęła.
Na sali operacyjnej znów zapadła cisza.
Tylko maszyny wypełniały salę metalicznym dźwiękiem.
— Ciśnienie spada!
— Aspirator!
— Kleszcze!
Oddychałam ciężko.
Nie wolno mi było myśleć o Matei.
Nie wolno mi było myśleć o przeszłości.
Przed mną był tylko jeden pacjent.
To wszystko.
Zlokalizowałam pęknięcie i zaczęłam je naprawiać powolnymi, wyrachowanymi ruchami.
Kropla potu spłynęła mi po czole.
— Puls spada!
Monitor znów zaczął piszczeć.
Zielona linia stawała się coraz bardziej chaotyczna.
— Kolejna dawka adrenaliny!
Anestezjolog natychmiast ją podał.
Kontynuowałem, nie podnosząc wzroku.
Sekunda.
Dwie.
Trzy.
Potem monitor znów pokazał aktywność.
— Mamy rytm!
Nikt nie odetchnął z ulgą.
Było za wcześnie.
Przez kolejną godzinę walczyliśmy o uratowanie mu życia.
Kiedy zakładałem ostatni szew, kolana prawie się pode mną ugięły.
Andriej żył.
Patrzyłem na niego przez chwilę.
Nie czułem satysfakcji.
Nie czułem zemsty.
Czułem tylko ogromne zmęczenie.
Zdjąłem rękawiczki i wyszedłem na korytarz.
Matei siedział na krześle, z nogami zwisającymi mu bezwładnie, a oczy zaczerwienione od płaczu.
W chwili, gdy mnie zobaczył, pobiegł w moją stronę.
Przytuliłam go tak mocno, że ledwo mogłam oddychać.
— Mamo… czy ten człowiek umrze?
Zamknęłam oczy.
— Nie. On będzie żył.
Matei odetchnął z ulgą.
— Dzięki Bogu…
Spojrzałam na niego zaskoczona.
— Znałaś go?
Powoli skinął głową.
— Spotkałam go dzisiaj.
Powiedział mi, że szukał mnie od kilku tygodni.
Że ma mi coś bardzo ważnego do powiedzenia.
Poczułam, jak moje serce znów zaczyna bić jak szalone.
— Co ci powiedział?
Matei otarł łzy rękawem.
— Powiedział mi… że jest moim ojcem.
Korytarz szpitalny zaczął wirować wokół mnie.
— I… skąd wiedział, kim jesteś?
— Miał zdjęcie ciebie… i mnie… zrobione, kiedy byłam dzieckiem.
Zabrakło mi powietrza.
Nie przypominałam sobie, żebym kiedykolwiek wysyłała mu takie zdjęcie.
Gdyby Andriej miał to zdjęcie przez cały czas…
To oznaczało, że przez te wszystkie lata wiedział o istnieniu naszego syna.