Ale Adrian nie chciał niczego słyszeć. Widząc Arianę idącą ulicą, z niedbale zawiązaną chustą na głowie i zielonymi oczami błyszczącymi w słońcu, zdawał się zapominać o pracy i wojnie, która zbliżała się do wioski niczym czarna burza.
Latem 1941 roku nadeszli Niemcy.
Na początku przejeżdżały tylko kolumny samochodów i zakurzeni żołnierze. Ludzie stali przy bramach i obserwowali w milczeniu. Potem rozpoczęły się rekwizycje. Zabierano konie, zboże, kury, świnie. Każdego, kto się odezwał, bezlitośnie bito.
Wieś zmieniła się z dnia na dzień. Ludzie rozmawiali szeptem. Kobiety ukrywały swoje córki na strychach i w piwnicach.
Ale urody Ariany nie dało się ukryć.
Pewnego wieczoru, gdy wracała od studni, dwóch żołnierzy dopadło ją na skraju lasu. Wieś dowiedziała się o tym następnego dnia. Zamiast litości, pojawiły się plotki.
— Ruszyła w pogoń za kłopotami…
— Uważała się za zbyt piękną…
— Teraz zobaczymy, kto jeszcze ją poślubi…
Ariana nie płakała przy nikim. Tylko babcia Safta widziała ją pewnej nocy stojącą na progu z pustymi oczami.
Po kilku miesiącach dziewczyna zdała sobie sprawę, że jest w ciąży.
Wtedy staruszka powiedziała do niej chłodno:
— Idź nad rzekę i pozbądź się go. Nie potrzebujemy kolejnego wstydu.
Wtedy Ariana poczuła, jak coś w niej umiera. Nie dziecko. Ostatnia cząstka strachu.
Wzięła chustę na głowę i poszła sama nad brzeg. Siedziała godzinami, patrząc na rzekę. Woda płynęła cicho, jakby świat wokół niej się nie walił.
Ale tak się nie stało.
Wróciła do domu z wysoko uniesioną głową.
— Dziecko żyje — powiedziała po prostu.
Od tego dnia wieś zaczęła jej unikać. Kobiety na nią pluły. Mężczyźni śmiali się cicho. Nawet Adrian zniknął z jej życia bez słowa.
Tylko Dumitru Melnicu czasami przechodził obok bramy. Ten sam chłopak, którego kiedyś nazywała „wiejską świnią”.
Miał spękane od pracy dłonie i ten sam zabawny nos, ale w jego oczach było coś, czego Ariana nigdy wcześniej nie dostrzegała: dobroć.
Pewnego chłodnego jesiennego wieczoru Dumitru przyszedł z workiem ziemniaków i zostawił go w szopie.
— Będziesz ich potrzebował — powiedział cicho.
— Dlaczego to robisz? — zapytała go.
Mężczyzna wzruszył ramionami.
— Bo nikt nie zasługuje na to, by być sam.
Ariana zaczęła płakać po raz pierwszy od wielu miesięcy.
Pobrali się prosto, bez zamieszania i bez radości. Wieś się z nich śmiała.
— Zobacz, kto ją zabrał…
— Tylko on mógł…
Ale Ariana nie była już tą samą przestraszoną dziewczyną, co kiedyś.
Wojna przyniosła głód. Wielu mężczyzn zabrano na front. Ludzie schowali ostatnią miskę polenty i ostatni słoik fasoli w piwnicach.
Tylko Dumitru i Ariana pracowali dniem i nocą.
Znał tę ziemię. Ona umiała negocjować, rozmawiać, zdobyć to, czego potrzebowała. Zaczęła hodować ptaki, handlować w wioskach, sprzedawać jajka i mleko. Podczas gdy inni narzekali, ona oszczędzała pieniądze.
Stopniowo ich dom stał się najbogatszy w wiosce.
A ludzie, którzy z niej kpili, zaczęli pukać do ich drzwi.
— Ariana, nie masz mąki?
— Ariana, pomóż nam z mąką kukurydzianą…
— Ariana, moje dziecko nie jadło od dwóch dni…
Długo się w nie wpatrywała.
I im pomogła.
Ale nigdy nie zapomniała.
W straszną zimę, gdy śnieg zasypał wioskę aż po okna, ta sama kobieta, która powiedziała, że Ariana „jej szukała”, drżąc, stanęła u jej drzwi.
— Ratuj mojego chłopca… on umiera z głodu…
Ariana poszła do spiżarni i dała mu ostatni worek ziemniaków.
Kobieta wybuchnęła płaczem.
— Po tym wszystkim, co ci zrobiłam…
Ariana odpowiedziała spokojnie:
— Nie chcę być taka jak ty.
Tego wieczoru Dumitru spojrzał na nią inaczej niż kiedykolwiek.
Nie jak na piękną kobietę, w której się zakochał.
Ale jak na najsilniejszego mężczyznę w całej wiosce.
I wtedy Ariana zrozumiała coś prostego i trudnego jednocześnie: prawdziwą zemstą nie było patrzeć, jak inni giną.
Ale żyć dalej, nie pozwalając, by ich złośliwość zatruła jej duszę.
Lata później, gdy wojna stała się już tylko starą raną w ludzkich wspomnieniach, dzieci w wiosce wciąż opowiadały o zielonookiej kobiecie, która nie dała się powalić wstydowi, głodowi ani ludziom.
A Dumitru, „wiejski prosiaczek”, jak go kiedyś żartobliwie nazywała, pozostał do końca jedynym mężczyzną, który dostrzegał w Arianie nie piękno…
Ale serce.