Minuty mijały powoli.
Mihai nie miał pojęcia, ile czasu zostało mu do kremacji, ale każdy dźwięk wokół niego był jak gwóźdź wbity w jego głowę. Słyszał ludzi zbliżających się do trumny, szlochających, szepczących modlitwy.
Czasami ktoś dotykał wieka.
Wtedy wpadał w panikę.
Wyobrażał sobie ogień.
Wyobrażał sobie, jak spłonie żywcem, nie wydając z siebie ani jednego dźwięku.
Wtedy usłyszał znajomy głos.
— Nie mogę w to uwierzyć… coś tu jest nie tak.
To był jego młodszy brat, Daniel.
Mihai po raz pierwszy poczuł cień nadziei.
Daniel zawsze był uparty. Nie ufał ludziom łatwo i zauważał szczegóły, które inni ignorowali.
— Co ty mówisz? — zapytała Elena zirytowana.
— Mówię, że Mihai nie wyglądał, jakby umierał dwa tygodnie temu. I mówię też, że trochę się pospieszyłeś z tą kremacją.
Elena westchnęła teatralnie.
— Danielu, proszę… lekarze wyraźnie stwierdzili, że jego serce zawiodło.
— A ty chcesz go skremować tego samego dnia?
Cisza.
Mihai niemal wyczuwał napięcie w pokoju.
Potem Radu spokojnie wtrącił:
— Rodzina po prostu próbuje szybciej przezwyciężyć ból.
Daniel nie odpowiedział od razu.
Jego kroki powoli się oddalały.
A nadzieja Mihaia prawie całkowicie zgasła.
Ale po kilku minutach coś się zmieniło.
Z drugiego pokoju dobiegały poruszone głosy.
Szybkie kroki.
Potem Daniel powiedział głośno:
— Elena… co to jest?
Jej głos się załamał.
— Nie wiem, o czym mówisz.
— Znalazłem tę fiolkę w koszu na śmieci w łazience.
Cisza.
Głęboka cisza.
— Wyraźnie napisano na nim, że powoduje chwilowy paraliż i prawie całkowicie spowalnia puls.
Mihai poczuł, jak serce eksploduje mu w piersi.
Daniel kontynuował, tym razem znacznie mocniej:
— Skąd to masz?!
— Danielu, przestań się wygłupiać… Elena próbowała.
— Dzwonię na policję.
W następnej sekundzie rozległ się głośny huk.
Radu prawdopodobnie próbował mu zabrać telefon.
Wtedy wybuchł skandal.
Krzyki.
Przewrócone meble.
Ktoś płakał.
Kobieta krzyczała:
— Boże broń!
Mihai nic nie widział, ale każdy dźwięk rozpalał w nim nadzieję.
Po kilku minutach wieko trumny nagle się poruszyło.
Po raz pierwszy smuga światła uderzyła go w oczy.
Ból był tak silny, że omal nie zemdlał.
Słyszał krzyki ludzi.
— On żyje!
— O mój Boże…
— Wezwijcie karetkę!
Wieża była całkowicie odrzucona.
Światło z kościoła go oślepiło.
Przerażone twarze patrzyły na niego, jakby widziały zmarłego powracającego z grobu.
A nad nimi wszystkimi był Daniel.
Jego twarz była blada.
Ze łzami w oczach.
— Mihai… bracie…
Mihai próbował mówić, ale jego usta wciąż odmawiały posłuszeństwa.
W kącie pokoju Elena stała bez ruchu.
Zdawało się, że zamieniła się w kamień.
Radu próbował uciec, ale dwóch mężczyzn trzymało go już za ręce, zanim przyjechała policja.
Kilka godzin później, w szpitalu, lekarze potwierdzili wszystko.
Substancja w fiolce tak spowolniła jego puls, że uznano go za zmarłego.
Gdyby Daniel nie znalazł tej butelki…
Gdyby nie opóźnił kremacji…
Mihai zostałby spalony żywcem.
Kiedy w pełni to sobie uświadomił, zaczął się niekontrolowanie trząść.
Nie z zimna.
Z przerażenia.
Trzy dni później Elena i Radu zostali aresztowani za usiłowanie zabójstwa i oszustwo.
Prasa pisała o „mężczyźnie, który obudził się na własnym pogrzebie”.
Cały kraj był w szoku.
Ale Mihai nie myślał już o pieniądzach, ziemi ani interesach.
Siedział na tarasie domu swojego brata, owinięty kocem, obserwując wschód słońca.
Bo kiedy jesteś o kilka godzin od spalenia żywcem, zaczynasz rozumieć, co naprawdę się liczy.
I tego ranka, po raz pierwszy od wielu lat, Mihai był po prostu szczęśliwy, że oddycha.