Przez kilka sekund Matei ledwo oddychał.
Lekarz wrócił z teczką i zaczął mówić o operacji, opcjach leczenia, rezerwach, gwarancjach finansowych i formularzach zgody.
Matei ledwo cokolwiek słyszał.
Jego wzrok utkwiony był w nazwisku wydrukowanym na górze pierwszej strony.
Ana Maria Popescu.
Potem spojrzał na rubrykę z numerem kontaktowym w nagłych wypadkach.
Była zupełnie pusta.
Spojrzał ponownie na Sarę, na zniszczone kartonowe pudełko i na lalkę uszytą z wyblakłego niebieskiego materiału.
Nagle miał wrażenie, że podłoga w szpitalu usuwa mu się spod stóp.
Matei powoli zamknął teczkę.
— Ile kosztuje zabieg?
Ekspert zawahał się przez chwilę.
— Panie Dumitrescu, to skomplikowana operacja. Będzie kilka dni na oddziale intensywnej terapii. Koszty…
— Nie pytałem, jak bardzo jest skomplikowana — przerwał jej spokojnie. Zapytałam, ile to kosztuje.
Lekarz odpowiedział natychmiast.
— Około osiemdziesięciu pięciu tysięcy lei, wliczając w to leczenie pooperacyjne.
Matei wyjął telefon.
— Skontaktuj się z działem finansowym. Płatność jest już realizowana.
Klient zaniemówił.
— Ale… nie jest pan spokrewniony z pacjentką.
— Nie. Jestem jej winien więcej, niż ona zdaje sobie sprawę.
Sara spojrzała na niego bez zrozumienia.
— Czy to znaczy, że dobrze opiekujesz się mamą?
Matei pochylił się do przodu.
— Lekarze zrobią wszystko, co możliwe. A ja dopilnuję, żeby niczego nie przeoczyli.
Dziewczynka otworzyła pudełko i podała mu lalkę Luna.
— Więc możesz ją wziąć.
Matei poczuł gulę w gardle.
— Dlaczego?
— Bo muszę panu zapłacić.
Uśmiechnął się po raz pierwszy tego dnia.
— Nie, Saro. Luna zostaje z tobą. Jest zbyt cenna.
Po kilku minutach Anę zabrano prosto na salę operacyjną.
Podczas gdy zespół medyczny się przygotowywał, Matei został w poczekalni z Sarą.
Mijały godziny.
Mała dziewczynka zasnęła z główką opartą na jego ramieniu, mocno trzymając szmacianą lalkę.
Przez cały czas Matei wspominał swoje dzieciństwo.
Jego ojciec zmarł wcześnie, a matka pracowała na dwa etaty, żeby go utrzymać.
Pewnego dnia przyszedł do szkoły bez paczki.
Ana podzieliła się z nim jedyną kanapką, jaką miała.
Kiedy jej koledzy śmiali się z jego nędznych ubrań, była jedyną osobą, która go broniła.
Nigdy nie prosiła go o nic w zamian.
Ich życie rozpadło się po przeprowadzce jego rodziny.
Latami próbował dowiedzieć się, co się z nią stało, ale bezskutecznie.
Teraz odnalazł ją ponownie w najbardziej bolesny z możliwych sposobów.
Po prawie pięciu godzinach chirurg wyszedł z sali operacyjnej.
— Operacja zakończyła się sukcesem. Kolejne czterdzieści osiem godzin będzie decydujące, ale szanse są duże.
Matei zamknął na chwilę oczy, odetchnął z ulgą.
Sara obudziła się i pobiegła do lekarza.
— Czy mama do mnie wróci?
Lekarz uśmiechnął się.
— Tak. Ale będzie potrzebowała dużo odpoczynku.
Dwa dni później Ana otworzyła oczy.
Pierwszym obrazem, jaki zobaczyła, była twarz jej córki.
Drugim była twarz Matei.
Długo się w niego wpatrywała, próbując sobie przypomnieć.
— Matei?
Uśmiechnął się.
— Minęło trochę czasu.
Łzy napłynęły jej do oczu.
— Byłeś tym chłopcem, który zawsze gubił ołówki.
— Bo zawsze mi je pożyczałeś.
Oboje się roześmiali, a napięcie w pokoju zniknęło.
Przed wypisaniem ze szpitala Matei wręczył Anie teczkę.
— Co to jest?
— Umowa na fundację, którą wspólnie założymy.
Spojrzała na niego ze zdziwieniem.
— Razem?
— Dla dzieci, które trafiają do szpitali bez pieniędzy i wsparcia. Żadne dziecko nie powinno myśleć, że musi sprzedać swoje zabawki, żeby uratować rodzica.
Ana nie mogła powstrzymać łez.
Sara podniosła lalkę Luny i zapytała z uśmiechem:
— Czy to znaczy, że nie trzeba jej już sprzedawać?
Matei delikatnie pogłaskała ją po włosach.
— Nie, Saro.
— Dlaczego?
— Bo niektóre rzeczy są bezcenne. A miłość, z jaką twoja mama uszyła tę lalkę, jest warta więcej niż jakiekolwiek pieniądze.