Emilia nie spieszyła się z odpowiedzią.
Cisza w kuchni stała się przytłaczająca. Wszyscy patrzyli to na nią, to na Nathana, to na Vanessę, jakby nikt nie wiedział, gdzie patrzeć.
Nathan zrobił kilka kroków do środka. Nienaganny garnitur, chłodny wyraz twarzy – ten sam mężczyzna, którego widywał tyle razy w magazynach. Ale oczy… jego oczy zmieniły się, gdy spoczęły na twarzy Emilii.
Mrugnął.
Raz.
Dwa.
I wtedy zrozumiał.
„Emilia…?” – jego głos zabrzmiał ciszej, niż się spodziewał.
W pomieszczeniu rozległ się szmer.
Vanessa zmarszczyła brwi. „Nathan, kim jest ta kobieta i dlaczego…”
„Zamknij się”. Jego głos przeciął powietrze niczym nóż.
Vanessa zamarła.
Emilia poczuła, jak serce wali jej jak młotem, ale nie cofnęła się. Zrobiła krok do przodu, unosząc brodę, tak jak wcześniej zrobiła to Vanessa.
„Tak” – powiedziała po prostu. „Emilia. Twoja żona. A może… nadal nią jestem, prawda?”
Kolejna fala uderzeniowa.
Ktoś upuścił kubek. Rozległ się dźwięk tłuczonego napoju.
Nathan przesunął dłonią po twarzy, jakby próbował zebrać myśli. „Co ty tu robisz?”
Emilia uśmiechnęła się krótko, bez radości. „Pracuję tu od dwóch tygodni. W dziale operacyjnym. Pod nazwiskiem Ionescu”.
„Niemożliwe…” – mruknął.
„Wcale nie” – powiedziała. „Łatwo dostać się do firmy, w której nikt już nie patrzy na ludzi, tylko na liczby”.
Vanessa pierwsza oprzytomniała. „Nathan, to szaleństwo. Ta kobieta rzuciła mi wyzwanie…”
„Rzuciła ci wyzwanie?” Emilia odwróciła się do niej. „Piłam ze szklanki. To wszystko”.
„Z szklanki mojego męża!”
W tym momencie Nathan nagle podniósł głos.
„Dość!”
Wszyscy znowu ucichli.
Powoli zwrócił się do Vanessy. Jego spojrzenie nie było już ani trochę ciepłe.
„Powiedziałaś… twój mąż?”
Vanessa zawahała się po raz pierwszy. Tylko ułamek sekundy, ale wystarczyło.
„Ja… to znaczy… wszyscy wiedzą, że…”
„Co on wie?” jego głos stał się jeszcze cichszy. „Że pozwalasz sobie wydawać za mnie rozkazy? Że mówisz za mnie? Czy że zaczynasz wierzyć w historie, które sam sobie opowiadasz?”
Vanessa zarumieniła się.
Emilia poczuła, jak coś pęka w powietrzu. Nie chodziło już tylko o nią.
„Nathan” – powiedziała spokojnie – „nie przyszłam na scenę. Przyszłam po odpowiedzi”.
Długo na nią patrzył.
Potem skinął głową. „Do mojego biura. Teraz”.
Poszli na górę, nic nie mówiąc. Drzwi zamknęły się za nimi, a hałas w biurze pozostał cichy, niczym w oddzielnym świecie.
Przez kilka sekund stali naprzeciw siebie.
Obcy.
„Powiedz mi wprost” – powiedziała Emilia. „Co tu się dzieje? Z pieniędzmi. Z nią. Z tobą”.
Nathan westchnął głęboko i usiadł.
„To nie tak, jak myślisz”.
„Więc o co chodzi?” – jej głos stwardniał. „Bo widziałam papiery. Przelewy. Podejrzane podpisy. I sekretarkę, która zachowuje się, jakby była właścicielką tego miejsca”.
Zamilkł na chwilę.
Potem powiedział:
„Bo… mu na to pozwoliłam”.
Emilia zamrugała. „Co masz na myśli?”
„Potrzebowałam kogoś, kto zdjąłby ze mnie presję. Byłam… nieobecna. Z moimi myślami. Ze wszystkim. Po tym, jak się rozstaliśmy”.
Słowa uderzyły mocniej niż dłoń Vanessy.
„I to jest wymówka?” – zapytała cicho.
„Nie”. Spojrzał w górę. „Ale to prawda”.
Wstał i podszedł bliżej.
„A co do pieniędzy… masz rację. Są problemy. Ale to nie kradzieże. To desperackie próby utrzymania firmy na powierzchni”.
Emilia milczała.
„Dlaczego mi nie powiedziałeś?” zapytała.
Nathan uśmiechnął się gorzko. „Bo już nie wiedziałem, czy mam do tego prawo”.
Znów zapadła cisza.
Ale tym razem było inaczej.
Bardziej szczerze.
Emilia wzięła głęboki oddech. „Więc zrobimy tak. Zostanę. Oficjalnie. Sprawdzę wszystko. Posprzątamy to, co trzeba”.
Nathan powoli skinął głową. „Razem?”
Długo mu się przyglądała.
Potem powiedział po prostu:
„Razem. Ale od podstaw”.
W tym momencie, po raz pierwszy od prawie roku, przestali się sobie wydawać obcy.
A w biurze wieść już się rozeszła.
Nie o skandalu.
Ale o tym, kim była kobieta, która miała odwagę napić się wody ze zwykłej szklanki… i wszystko zmienić.