Drzwi do sali sądowej się otworzyły.
Radu wszedł pierwszy, za nim jego prawnik i Bianca, która szła z podniesioną głową, przekonana, że za kilka minut rozpocznie się jej nowe życie.
Ja wszedłem ostatni.
Usiadłem cicho przy stole.
Bianca z zadowoleniem ocierała dłoń, którą mnie uderzyła.
Od czasu do czasu rzucała mi spojrzenia pełne pogardy.
— Mam nadzieję, że znowu nie zacznie płakać — wyszeptała wystarczająco głośno, żebym usłyszał.
Teściowa się roześmiała.
Radu nic nie powiedział.
Dokładnie tak, jak robił to przez ostatnie dwa lata.
Sędzia wszedł na salę sądową i rozpoczął się proces.
Prawnik Radu wstał pierwszy.
— Mój klient chce szybkiego sfinalizowania rozwodu i wnosi o wyłączne zatrzymanie wszystkich udziałów w prywatnej klinice, ponieważ należą one wyłącznie do niego.
Zamilkłem.
Sędzia spojrzał na mnie.
— Pani Dumitrescu?
Powoli wstałem.
— Zgadzam się z rozwodem.
Bianca szeroko się uśmiechnęła.
Radu odetchnął z ulgą.
Myśleli, że to wszystko.
Kontynuowałem spokojnie.
— Ale przed wydaniem orzeczenia chcę złożyć do akt kilka nowych dokumentów.
Prawnik Radu uniósł brwi.
— Jakie dokumenty?
Położyłem na stole grubą teczkę.
Bardzo grubą.
Sędzia przeglądał ją przez kilka sekund.
Jego twarz się zmieniła.
— Te dokumenty nie istniały w ostatnim terminie.
— Nie, pani sędzio. Otrzymałem je po wykonaniu ekspertyzy księgowej.
Bianca przestała się uśmiechać.
Radu po raz pierwszy naprawdę na mnie spojrzał.
Sędzia zaczął czytać.
— Umowa o założenie kliniki…
Zapadła ciężka cisza.
— Okazuje się, że początkowa inwestycja została dokonana niemal w całości z prywatnych środków pani Any Dumitrescu.
Radu zaczął.
— To nieprawda!
Wyciągnąłem kolejny dokument.
— Wyciąg bankowy.
Potem kolejny.
— Umowa kredytu hipotecznego.
I kolejny.
— Akt notarialny, na mocy którego mieszkanie odziedziczone po moich rodzicach posłużyło jako zabezpieczenie kredytu dla kliniki.
W sali sądowej zapadła całkowita cisza.
Sędzia kontynuował kartkowanie.
— Istnieją również dowody na to, że pani Dumitrescu zarządzała finansami firmy przez pierwsze pięć lat.
Prawnik Radu zaczynał się pocić.
Bianca patrzyła to na mnie, to na Radu.
— Ale… powiedziałeś mi, że wszystko jest twoje…
Radu przestał odpowiadać.
Wyjąłem ostatnią kopertę.
— Jest coś jeszcze.
Sędzia ją otworzył.
W środku były zdjęcia.
Faktury.
Wyciągi.
Przelewy.
Wakacje opłacone z kont kliniki.
Prezenty.
Biżuteria.
Wszystko opłacone z pieniędzy firmy.
Cel podróży?
Bianca.
Prawnik Radu przyłożył dłoń do czoła.
— Mój klient nic mi nie powiedział o tych płatnościach.
Sędzia podniósł wzrok.
— Panie Dumitrescu, czy ma pan coś do powiedzenia?
Po raz pierwszy odkąd go znam…
nie odpowiedziała.
Bianca nagle wstała.
— Powiedział mi pan, że rozwód to formalność!
On nadal milczał.
Spojrzałem na nią spokojnie.
— Teraz rozumie pan, dlaczego nie zareagowałem, kiedy mnie pan uderzył?
Jej oczy wypełniły się strachem.
Sędzia zawiesił rozprawę, aby przeanalizować nowe dowody i nakazał przeprowadzenie pełnej wyceny finansowej majątku kliniki.
Kiedy wyszliśmy z sali…
nikt się już nie śmiał.
Teściowa unikała mojego wzroku.
Bianca płakała.
Radu dogonił mnie na korytarzu.
— Ana… możemy porozmawiać?
Zatrzymałem się.
— Chcesz teraz porozmawiać?
Spuściła głowę.
— Myliłem się.
— Nie.
Spojrzałem mu prosto w oczy.
— Ty wybrałeś.
To jest różnica.
Wyszedłem, nie oglądając się za siebie.
Cztery miesiące później sąd orzekł rozwód.
Ekspertyza finansowa potwierdziła, że znaczna część majątku kliniki została zbudowana z moich pieniędzy i gwarancji.
Otrzymałem należną mi z mocy prawa część.
Radu został zmuszony do pokrycia szkód wyrządzonych firmie z tytułu wydatków osobistych poniesionych z jej rachunków.
Bianca dawno zniknęła z jego życia.
I pewnego ranka, gdy piłem kawę w biurze, dostałem od niego wiadomość.
„Dałbym wszystko, żeby cofnąć się do dnia, w którym wszedłeś do sądu”.
Przeczytałem ją.
Usunąłem.
I kontynuowałem swój dzień.
Bo czasami największym zwycięstwem nie jest udowodnienie, że miałeś rację.
Ale to, żeby już nie potrzebować mężczyzny, który sprawił ci cierpienie.