Ana powoli weszła do pokoju, jakby bała się poruszyć coś niewidocznego. Zamknęła za sobą drzwi i podeszła do łóżka.
— Proszę mi zaufać — powiedziała cicho. — Jeśli to nie zadziała, natychmiast przestanę.
Alexandru skinął głową. Nie miała nic do stracenia.
Ana zdjęła chustę z głowy i ostrożnie położyła ją na stoliku nocnym. Z kieszeni szlafroka wyjęła małą, ręcznie szytą torebkę. Wyjęła z niej agrafkę, kawałek czerwonej nici i mały woreczek suszonej bazylii.
Reklamy
— To z wiejskiego kościoła — powiedziała. — Święta.
Alexandru chciał coś powiedzieć, ale powstrzymał się. Jego matka znowu jęczała.
Ana pochyliła się i lekko dotknęła czoła pani Marii. Zamknęła oczy i wyszeptała prostą, wiejską modlitwę, którą znała od babci. Żadnych wielkich słów, żadnego dramatyzmu.
Potem pewnym ruchem przywiązała czerwoną nitkę do lewego nadgarstka i włożyła woreczek z bazylią pod poduszkę.
— To nie ból w ciele — powiedziała powoli. — Coś tam jest uwięzione. Dawna uraza. Strach. Niewypowiedziane kłopoty.
Aleksandr poczuł gulę w gardle.
— Moja matka nigdy nie płakała — powiedział. — Wszystko nosiła sama.
Ana skinęła głową.
— W tym problem.
Minęła kolejna minuta. Dwie. W pokoju zapadła cisza.
Nagle oddech pani Marii uspokoił się. Jej twarz się rozluźniła. Drżąca ręka przestała drżeć.
Aleksandr poczuł, jak jego oczy wilgotnieją.
— Mamo? — wyszeptał.
Pani Maria otworzyła oczy. Po raz pierwszy od tygodni jej wzrok był jasny.
— Już nie boli — powiedziała cicho. — To tak, jakby… kamień spadł mi z głowy.
Aleksandr opadł na krzesło.
Łzy płynęły niemiłosiernie.
Ana cofnęła się o krok.
— Teraz zaśnie — powiedział. — Ale jutro… jutro musisz porozmawiać. Niech wyjmie wszystko, co w nim trzymał.
Aleksandr wyjął z portfela plik pieniędzy.
— Proszę… weź.
Ana pokręciła głową.
— Nie zrobiłam tego dla pieniędzy. Ale… jeśli chcesz… wpłać coś do wiejskiego kościoła. Albo pomóż komuś w potrzebie.
Rano jego matka spała spokojnie.
Przyszli lekarze, sprawdzili maszyny, wzruszyli ramionami.
— To cud — powiedzieli.
Aleksandr znał prawdę.
Czasami to nie drogie maszyny leczą.
Ale zwykła ręka.
Modlitwa z głębi serca.
I odwaga, by pozwolić bólowi odejść.