— Pani Eleno, dzień dobry… Chciałam zapytać, czy jest jakiś problem z czynszem. W tym miesiącu nie wpłynęły pieniądze.
Głos mężczyzny był spokojny, ale pełen napięcia.
Elena ścisnęła telefon w dłoni.
— Nie… nie ma mowy. Nie będę już płacić — powiedziała stanowczo.
Zapadła chwila ciszy.
— Rozumiem… ale powinna pani wiedzieć, że jeśli nie zapłacę, będę musiała dać im znać, żeby opuścili mieszkanie.
— Powiedz im — odpowiedziała krótko i się rozłączyła.
Po raz pierwszy od dawna poczuła, że robi coś dla niej. Nie ze złośliwości, ale z godności.
Minęło kilka dni.
Zadzwonił telefon.
Sorin.
Elena długo wpatrywała się w ekran, po czym odebrała.
— Mamo, co w tym złego? — zaczął gniewnie. — Czemu nie zapłaciłeś czynszu?
— Bo umiem tylko płacić, prawda? — odpowiedziała cicho.
— Nie zaczynaj… to nie jest odpowiedni moment.
— Właściwie, to teraz jest odpowiedni moment, Sorin.
Zamilkł na chwilę.
— Właściciel dał nam dwa tygodnie.
— Przepraszam — powiedziała po prostu.
— Przykro ci?! Mamo, mamy dziecko!
To słowo bolało.
— Ja też miałam dziecko. Twoje. I nigdy nie traktowałam cię jak długu.
Cicho.
— Nie prosiłam cię o nic w zamian… tylko o szacunek.
— Alina była zła…
— Ja też, Sorin.
Jego głos załamał się po raz pierwszy.
— Osądziłeś mnie, nie słuchając mnie. Ukarałeś mnie… i pozwoliłeś jej usunąć mnie z życia mojego wnuka.
Nie odpowiedział od razu.
— Mamo… Nie wiedziałam, że to naprawdę tak wygląda.
— Nie wiedziałaś, bo nie chciałaś wiedzieć.
W tle słychać było głos Aliny:
— Z kim rozmawiasz?
— Mamo, odpowiedział.
— Powiedz jej, że przesadza! — powiedziała zirytowana.
Elena usłyszała.
I po raz pierwszy nie czuła już bólu. Tylko jasność umysłu.
— Sorin, już nie płacę. Ale nie chcę też, żeby twój dom został zburzony.
— Więc… czego chcesz?
— Chcę, żebyś patrzył na mnie jak na swoją matkę. Nie jak na portfel.
Nastąpiła długa cisza.
— I…?
— I ja też chcę przeprosić. Może byłam zbyt arogancka. Ale nie zasługiwałam na to, żeby wymazać mnie z waszego życia.
Jego głos się zmienił.
— Mamo… chodźmy się zobaczyć.
— Z Aliną?
— Tak.
Elena zamknęła oczy.
— Dobrze.
Dwa dni później siedzieli we trójkę przy tym samym stole.
Powietrze było ciężkie.
Ionuț podszedł do niej nieśmiało.
— Babciu…
To wystarczyło.
Wzięła go w ramiona i wybuchnęła płaczem.
Alina siedziała w milczeniu.
Potem powoli:
— Może… byłam zbyt surowa.
Elena skinęła głową.
— Ja też.
Sorin spojrzał na nich oboje.
— To wszystko. Zacznijmy od nowa.
Nie było idealnie.
Ale było naprawdę.
A czasami w rodzinie nie wygrywa ten, kto ma rację.
Kto ma odwagę odłożyć dumę na bok i powiedzieć:
„Bądźmy znów ludźmi”, wygrywa.