Staruszek nie poruszył się od razu.
Po prostu powoli uniósł rękę i otarł sos z czapki, jakby nic ważnego się nie stało.
Potem westchnął.
„Skończyłeś?” zapytał spokojnie.
Ryan znów się roześmiał, ale coś w jego głosie nie brzmiało już tak zabawnie jak wcześniej.
„Co powiedziałeś?”
W tym momencie drzwi stołówki nagle się otworzyły.
Metaliczny hałas sprawił, że cała sala zadrżała.
Szybko wszedł starszy oficer, a za nim dwóch żołnierzy w pełnym umundurowaniu. Jego wzrok powędrował po sali… i natychmiast zatrzymał się na stole w kącie.
Wyraz jego twarzy się zmienił.
„Co tu się dzieje?!”. zagrzmiał.
Wszyscy instynktownie podnieśli się z miejsc.
Nawet Ryan zawahał się przez chwilę.
Staruszek powoli zdjął czapkę i wstał.
Wtedy oficer zamarł.
„Generale…” powiedział, niemal bez słowa.
W stołówce zapadła cisza.
Ryan zamrugał.
„Generale…”?
Stary mężczyzna po raz pierwszy w życiu utkwił w nim wzrok.
„Czy masz pojęcie” – powiedział spokojnie – „kogo właśnie upokorzyłeś?”
Ryan cofnął się o krok.
„Ja… ja nie wiedziałem…”
Generał lekko uniósł rękę, powstrzymując go.
„Nie, nie wiedziałeś.”
Potem rozejrzał się po stołówce, po żołnierzach, którzy wciąż próbowali przetworzyć to, co widzieli.
„Ale to nie usprawiedliwia.”
Oficer zrobił krok naprzód.
„Panie kapitanie, wydaj mi rozkazy.”
Generał milczał przez chwilę.
— Cała kompania… na pozycjach.
W sali wybuchło zamieszanie. Wszyscy natychmiast ustawili się w szeregu.
Ryan zbladł.
— Szeregowy Ryan — kontynuował generał — za brak szacunku, agresję i upokorzenie przełożonego w czynnej rezerwie…
Krótka pauza.
— zostajesz natychmiast zawieszony we wszystkich zajęciach.
Nikt w pokoju nie oddychał.
Generał podszedł do niego o krok.
— I masz szczęście, że mam dziś dobry humor.
Ryan z trudem przełknął ślinę.
— Ja… Przepraszam pana…
Stary powoli założył czapkę.
— Nie mów mi — odpowiedział spokojnie. — Powiedz to sobie, kiedy zrozumiesz, co oznacza szacunek w mundurze.
Potem odwrócił się i wyszedł ze stołówki.
Bez gniewu.
Nie ma po nim śladu.
Ale za nim zapadła ciężka cisza, w której każdy żołnierz uświadomił sobie to samo: nie śmiali się ze zwykłego staruszka… ale z człowieka, którego żaden z nich nie powinien był tak traktować.