— To ten mężczyzna, który przychodził do nas, kiedy byłaś w pracy i bawił się ze mną w ogrodzie. Pokazywał mi gąsienice na płocie i mówił, żebym ich nie dotykała.
Twarz Andreei zbladła.
Jej szef cofnął się o krok.
Wszyscy goście patrzyli na dziecko, a potem na nich dwoje.
Starałam się zachować spokój.
— Luca, kiedy on przyszedł?
— Kiedy chodziłam do przedszkola tylko rano. Po południu. Mama robiła kawę, a ja bawiłam się z nim na dworze.
Andreea przyłożyła dłoń do czoła.
— Chwileczkę… Mogę wyjaśnić.
Jej szef przełknął ślinę.
— Myślę, że to dobrze…
Przerwałam mu.
— Nie. Najpierw chcę usłyszeć wszystko, co dziecko ma do powiedzenia.
Luca mówił dalej, nie rozumiejąc napięcia wokół niego.
— Raz nawet przyniósł mi lupę. Żebym lepiej widział gąsienice. Mama rozmawiała z nim o pracy.
Stałem w miejscu.
— Tylko to robiłeś?
— Tak. Nudziło mi się i wychodziłem na podwórko. Siadali przy stole i rozmawiali. Czasami mama płakała, a on jej mówił, że wszystko będzie dobrze.
Andreea zaczęła płakać.
— Przysięgam, że nic między nami nie zaszło.
Wszyscy goście milczeli.
Jej szef odchrząknął.
— Chyba powinienem wyjaśnić.
Spojrzał mi prosto w oczy.
— Kilka miesięcy temu firma przechodziła restrukturyzację. Twoja żona była przekonana, że ją zwolnią. Była bardzo zdenerwowana i nie chciała cię martwić, bo dopiero zaczynałeś remont domu i miałeś dużo wydatków.
Andreea skinęła głową.
— Wstydziłem się, że nie wytrzymuję presji.
Kontynuował:
— Dwa razy wpadłem do ciebie po pracy, żeby omówić pilne dokumenty. Nie chciała być sama ze stresem. Luca był w domu i zawsze wychodził do ogrodu. To tam odkryłem gąsienice na różach i zacząłem jej tłumaczyć, co to jest. Od tamtej pory zapamiętał mnie jako „człowieka od gąsienic”.
Luca się uśmiechnął.
— Tak! I mówiłeś mi, że motyle wychodzą z gąsienic.
Mężczyzna uśmiechnął się po raz pierwszy w życiu.
— Dokładnie.
Spojrzałem na Andreeę.
— Dlaczego mi nie powiedziałeś?
Westchnęła głęboko.
— Bo bałem się, że źle mnie zrozumiesz. I posłuchaj… właśnie to miało się wydarzyć.
Zamilkłem na chwilę.
Rozpoznałem jej spojrzenie.
To nie było spojrzenie kogoś, kto ukrywa romans.
To było spojrzenie kobiety, która zrozumiała, że milczenie może budzić podejrzenia równie bolesne jak kłamstwo.
Jej szef złapał go za płaszcz.
— Chyba najlepiej będzie, jeśli wyjdę. Nie chcę, żeby moja obecność zepsuła mi ten wieczór.
Powstrzymałam go.
— Nie ma potrzeby. Ale myślę, że od teraz wszystkie spotkania służbowe powinny odbywać się w biurze.
Skinął głową.
— Masz absolutną rację.
Po wyjściu gości, Andreea i ja zostałyśmy w kuchni.
— Przepraszam, że nie miałam odwagi, żeby powiedzieć ci, przez co przechodziłam — powiedziała.
— I przepraszam, że moją pierwszą myślą było, że coś jest ukryte.
Przytuliliśmy się.
W salonie Luca cicho bawił się papierowym motylem, którego zrobił tego popołudnia.
Spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam.
Czasami dzieci mówią prawdę dokładnie taką, jaką ją widzą, nie zdając sobie sprawy, ile strachu potrafią w ten sposób zaszczepić w dorosłych.
Tego wieczoru zwykły „człowiek-gąsienica” omal nie rozbił rodziny.
Na szczęście, zanim nieufność wzięła górę, postanowiliśmy wysłuchać do końca.