Elena poczuła, jak nogi uginają się pod nią. Cofnęła się o krok i oparła o ścianę, ciężko oddychając. Jej myśli szalały. Krew. Pióra. Łóżko. Ślub. Co te dzieci zrobiły w jej domu?
— Matko Boska… — wyszeptała cicho.
Pierwszą myślą było krzyczeć, dzwonić do sąsiadów, wzywać policję. Drugą, że może śni. Uszczypnęła się w dłoń. Ból był prawdziwy.
Wtedy coś zauważyła.
Pod prześcieradłem, na krawędzi łóżka, coś się lekko poruszyło. Szelest. Elena zamarła. Zrobiła krok naprzód, drżąc, i powoli pociągnęła za róg prześcieradła.
Matei spał twardo, z półotwartymi ustami, cicho chrapiąc, jakby po nocy picia. Żadnej rany. Ani śladu krwi na jego ciele.
Serce Eleny zaczęło bić jeszcze szybciej.
— Matei… — potrząsnęła nim delikatnie. — Matei!
Chłopiec mruknął coś niezrozumiale i odwrócił się na bok.
Potem jej wzrok powędrował na drugą stronę łóżka.
Sofia siedziała, opierając plecy o poduszki. Twarz miała bladą, ale oczy jasne. Trzymała coś w ramionach, mocno, z niemal bolesną troską.
— Matko Eleno… — powiedziała cicho. — Nie chcieliśmy cię przestraszyć.
Elena poczuła, jak ziemia usuwa jej się spod stóp.
— Co… co tu jest? — wyjąkała, wskazując na łóżko.
Sofia wzięła głęboki oddech i odsunęła prześcieradło.
W jej ramionach leżał duży, martwy, biały kurczak. Miał przeciętą szyję, a pióra pokryte krwią.
Elena krzyknęła krótko.
— Czyś ty oszalał?! Co to za bałagan?!
Sofia spuściła wzrok.
— To nie bałagan… to tradycja.
Elena zaśmiała się nerwowo.
— Jaka tradycja, dziewczyno? Nigdy czegoś takiego nie widziałam w swoim domu!
Sofia podniosła wzrok. W jej oczach nie było buntu. Był strach. I nuta uporu.
— U nas tak się to robi, matko Eleno. Moja babcia mawiała, że jeśli panna młoda poświęci białą kurę w pierwszą noc i własnoręcznie ją przygotuje, rodzina będzie miała dostatek, spokój i zdrowe dzieci.
Elena oniemiała.
— Chciałam okazać ci szacunek — kontynuowała Sofia. — Powinnaś wiedzieć, że nie przychodzę do ciebie z pustymi rękami. Poświęciłam je rano, zanim Matei się obudziła. Miałam ją umyć i ugotować obiad. Dlatego spałam… Byłam wyczerpana.
Elena spojrzała na dziewczynę przed sobą. Nie była już „leniwą synową”. Była przestraszonym dzieckiem, daleko od domu, próbującym robić to, co umiało najlepiej.
Przełknęła ślinę.
„Mogłaś mi powiedzieć” – mruknęła.
„Bałam się” – odpowiedziała Sofia. „Słyszałam, że jesteś surowy”.
Te słowa uderzyły Elenę jak policzek.
Usiadła na skraju łóżka, nagle zmęczona.
„Jestem surowy” – powiedziała cicho. „Ale nie jest źle”.
Znów spojrzała na łóżko, na krew, na pióra i westchnęła głęboko.
„Wstawaj. Posprzątamy razem. Pościel jest prana. Łóżko jest wietrzone”. A kurczak… jeśli jest martwy, zjemy go.
Sofia uniosła głowę, zaskoczona.
— Nie jesteś zły?
Elena uśmiechnęła się ze zmęczeniem.
— Jestem. Ale bardziej wstydzę się, że dotknęłam patyka, zanim dotknęłam serca.
Później, w kuchni, zapach gorącej zupy mieszał się z ciszą. Matei obudziła się oszołomiona i zobaczyła, jak dwie kobiety siedzą przy stole, obierając warzywa, jedna przy drugiej.
Elena spojrzała na synową i wtedy zrozumiała jedno: jej dom nie potrzebował strachu i wymuszonego porządku. Potrzebował cierpliwości.
A Sofia, z drżącymi rękami i czystymi intencjami, zdobyła coś, czego nie dało się kupić za pieniądze.
Swoje miejsce w rodzinie.