W 1989 roku zniknęli wszyscy uczniowie z klasy

Pierwszy z ciemności wyłonił się mężczyzna o całkowicie białych włosach.

Chodził z trudem.

Bardzo z trudem.

Jakby zapomniał, jak się chodzi po prawdziwej ziemi.

Ratownicy początkowo myśleli, że to jeden z zaginionych nauczycieli.

Ale kiedy zapytali go, kim jest, mężczyzna odpowiedział ochrypłym głosem:

— Mam na imię Adrian… Mam siedemnaście lat.

Wszyscy zamarli.

Mężczyzna miał ponad pięćdziesiąt lat.

Ale w jego umyśle czas się zatrzymał.

Potem zaczęli wyłaniać się inni.

Jeden po drugim.

Szkielety.

Blade.

W ubraniach uszytych z różnych kawałków starych materiałów.

Niektórzy płakali, widząc światło.

Inni chowali się, przestraszeni helikopterami i syrenami.

Ze skał wyłoniła się kobieta, trzymająca za rękę chłopca w wieku około czternastu lat.

— To mój syn — powiedziała drżąc.

Śledczy spojrzeli na siebie zszokowani.

Kobieta zniknęła, gdy miała szesnaście lat.

Roman Marinescu osobiście zszedł do tunelu kilka godzin później.

Przejście było wąskie i wilgotne, prowadząc do ogromnej sieci podziemnych galerii.

To nie była zwykła, naturalna jaskinia.

Ktoś tam mieszkał.

Od dawna.

Były tam prowizoryczne pokoje.

Drewniane łóżka.

Boksy na wodę.

Konserwy, których termin ważności minął dekadami.

I rysunki na ścianach.

Setki rysunków.

Namalowane przez dzieci.

Domy.

Słońce.

Las.

I zawsze ta sama ciemna postać.

Mężczyzna bez twarzy.

Roman poczuł, jak robi mu się zimno.

Lia siedziała na wózku inwalidzkim przy wejściu, kiedy wyszedł.

— Kto cię tam trzymał?

Kobieta zamknęła oczy.

— Na początku była tylko jedna osoba.

— Kto?

Jej usta zaczęły drżeć.

— Nauczyciel WF-u.

Roman pozostał nieruchomy.

Nauczyciel zniknął wraz z uczniami w 1989 roku.

Uznano go za ofiarę.

Lia kontynuowała słabym głosem:

— Powiedział nam, że wszyscy na zewnątrz zginęli. Że las jest skażony. Że jeśli wyjdziemy, też umrzemy.

Śledczy czuł, że nie oddycha już normalnie.

— I uwierzyliście mu?

Lia zaśmiała się krótko.

Pustym śmiechem.

— Byliśmy dziećmi.

W pierwszych miesiącach nauczyciel ukrywał ich za pomocą strachu.

Potem wykorzystywał głód.

Bił każdego, kto próbował uciec.

Mówił im, że rodziny ich porzuciły.

Że nikt ich nie szuka.

Niektóre dzieci zmarły w dzieciństwie z powodu chorób i braku leków.

Z czasem ci, którzy pozostali, zaczęli żyć tam jak w osobnym świecie.

Brak kalendarzy.

Brak szkoły.

Brak poczucia czasu.

A to, co najbardziej przerażało śledczych, nastąpiło później.

Nauczyciel zmarł prawie dziesięć lat temu.

Ale nikt nie odszedł.

Roman zapytał cicho:

— Dlaczego?

Lia podniosła na niego wzrok.

Oczy człowieka zniszczonego przez nadmierną ciemność.

— Bo po pewnym czasie… nie wiedziałem, czy świat zewnętrzny naprawdę istnieje.

Dzieci rodziły się pod ziemią.

Dzieci tych dzieci.

Niektóre nigdy nie widziały nieba.

Dwunastoletnia dziewczynka zaczęła krzyczeć, gdy po raz pierwszy poczuła deszcz na skórze.

Chłopiec zemdlał, widząc ruch uliczny w Braszowie.

Lekarze i psychologowie pracowali bez przerwy.

Wielu z ocalałych nie znosiło światła naturalnego.

Spali pod łóżkami.

Odmawiali luster.

Bali się telefonów i telewizorów.

Ale prawdziwy szok nastąpił, gdy śledczy przeszukali stare archiwa.

W 1989 roku pojawiły się tropy.

Kilka dzieci z sąsiednich wiosek zeznało, że widziało nauczyciela po jego zaginięciu.

Leśnik zgłosił smugi dymu na odizolowanym obszarze.

Wszystko zostało zignorowane.

Ponieważ ówczesne władze szybko doszły do ​​wniosku, że grupa zginęła w górach.

Roman nie mógł spać po tym zdarzeniu.

Każdej nocy wracały mu do głowy rysunki na ścianach.

Słońce narysowane przez dzieci, które nie widziały go od dziesięcioleci.

Pewnego ranka ponownie poszedł do Lii.

Siedziała na ławce na dziedzińcu ośrodka zdrowia, z twarzą uniesioną do światła.

Jakby wciąż uczyła się życia na zewnątrz.

Roman usiadł obok niej.

— Dlaczego teraz uciekłaś?

Lia milczała przez długi czas.

Potem powiedział:

— Bo mój synek kończył piętnaście lat.

Roman odwrócił do niej głowę.

— I?

Jej oczy napełniły się łzami.

— I pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że zaczyna mówić dokładnie tak jak on.

Nauczycielka.

Lia splotła dłonie, drżąc.

— Wtedy zrozumiałem, że jeśli nie wyjdę… ciemność pochłonie nas na zawsze.

Przez kilka sekund żadne z nich nic nie powiedziało.

W oddali słychać było śmiech dzieci.

Prawdziwe dzieci.

Wolne.

A Lia zaczęła cicho płakać, gdy uświadomiła sobie, że ten dźwięk wciąż istnieje na świecie.

Leave a Comment