„Dokąd się spieszysz, leśniku? Czekamy na ciebie siedem lat.”

Alexandru spojrzał na nich po kolei, starając się zachować spokój.

— Jeśli chciałeś tylko porozmawiać, nie było potrzeby mnie wiązać.

Brunetka uśmiechnęła się po raz pierwszy.

— Było. Gdybyśmy zobaczyli cię w mundurze i z bronią w ręku, nie moglibyśmy być pewni, że posłuchałbyś nas do końca.

Ruda powoli rozwiązała więzy.

— Gdybyśmy chcieli cię skrzywdzić, nie rozmawialibyśmy teraz.

Alexandru potarł nadgarstki.

— To powiedz mi, kim jesteś.

Kobiety spojrzały na siebie.

Młodsza weszła do chaty i wróciła ze starą, pożółkłą fotografią.

Podała mu ją.

Zdjęcie przedstawiało cztery osoby przed leśną chatą.

Mężczyzna w mundurze leśniczego, kobieta i dwie małe dziewczynki.

Alexandru zamarł.

Od razu rozpoznał mężczyznę.

To był jego ojciec.

— Skąd masz to zdjęcie?

Brunetka westchnęła.

— Bo to my jesteśmy tymi dwiema dziewczynkami na zdjęciu. A ta kobieta to nasza matka.

Aleksandra oniemiała.

— Ale tata powiedział, że ta rodzina zniknęła po pożarze…

— Właśnie w to chcieli wierzyć ludzie — przerwała mu ruda.

Weszli do chaty.

Na stole leżała gruba teczka, przewiązana sznurkiem.

Brunetka ją otworzyła.

— Siedem lat temu dowiedzieliśmy się, że twój ojciec nie żyje. Wtedy zaczęliśmy cię szukać.

Aleksandra przeglądał dokumenty, nic nie rozumiejąc.

Minuty.

Mapy.

Zdjęcia.

W kopercie był też list.

List był mu znajomy.

Był od jego ojca.

„Jeśli czytasz te słowa, to znaczy, że mnie już tu nie ma. Synu, jest prawda, której nie miałem odwagi ci powiedzieć. Trzydzieści lat temu byłem zmuszony ukryć trzy osoby w odizolowanym zakątku lasu. Ich ojciec był świadkiem w sprawie przeciwko grupie, która nielegalnie wycinała drewno i zastraszała świadków. Po jego śmierci jego rodzina nie była już bezpieczna”.

Alexandru podniósł wzrok.

Brunetka kontynuowała opowieść.

— Twój ojciec zbudował dla nas te chaty. Przyniósł nam lekarstwa, nasiona i wszystko, czego potrzebowaliśmy. Powiedział nam, że pewnego dnia zajmiesz jego miejsce.

— Dlaczego nie odszedłeś, gdy niebezpieczeństwo minęło?

Rudowłosa uśmiechnęła się gorzko.

— Bo w międzyczasie las stał się naszym domem. A ludzie zapomnieli o naszym istnieniu.

Młodszy nalał gorącej herbaty do trzech filiżanek.

— Ale teraz nie możemy tu dłużej zostać. Jesteśmy starzy i nie wiem, jak sobie poradzić.

Alexandru zamknął teczkę.

Przez całe życie uważał ojca za milczącego i surowego człowieka.

Dopiero wtedy zrozumiał, dlaczego tak często chodził do lasu bez wyjaśnienia.

Spędził dwa dni na polanie.

Naprawiał dachy.

Sprawdzał piece.

Rozmawiał z trzema kobietami godzinami.

Zanim odszedł, złożył im obietnicę.

— Nie będę was zmuszał do opuszczenia tego miejsca. Ale już nigdy nie zostawię was samych.

W ciągu kolejnych miesięcy uzyskał wszystkie niezbędne pozwolenia, aby oficjalnie zarejestrować osadę.

Przywiózł im generator, panele słoneczne i niezbędne materiały.

Okresowo przychodził do nich lekarz.

Odwiedzał ich co tydzień.

Pewnego jesiennego wieczoru usiadł z nimi przed kominkiem.

Brunetka uśmiechnęła się do niego.

— Widzisz? Mówiłem ci, że nie pożałujesz wizyty na tej polanie.

Alexandru spojrzał na płomienie.

Miał rację.

Tego dnia nie tylko odnalazł trzy kobiety ukryte przed światem.

Odnalazł ostatnią stronę historii swojego ojca i prawdę, która w końcu nadała sens wielu nierozwiązanym pytaniom.

Leave a Comment