Eduard wziął mnie na ręce, zanim którykolwiek z pracowników zdążył cokolwiek powiedzieć.
Wszyscy zamarli.
Nikt nigdy nie widział, żeby tak zareagował.
— Wezwij lekarza — powiedział krótko.
— Panie Cernescu, spotkanie… — spróbował jeden z dyrektorów.
— Spotkanie zakończone.
Jego ton nie pozwalał na żadną dyskusję.
Posadził mnie na kanapie w salonie i, nie przejmując się, że brudzi garnitur, uklęknął przede mną.
Wziął czysty ręcznik i delikatnie przyłożył go do rany.
— Boli?
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
— Myślałam, że cię to nie obchodzi.
Jego ręka pozostała nieruchoma.
— Tak myślałeś?
Uśmiechnęłam się gorzko.
— Przez trzy lata unikałeś mojego wzroku.
Na chwilę zamknął oczy.
— Bo myślałem, że to jedyny sposób, w jaki mogłem cię chronić.
Nie rozumiałem.
Potem poprosił wszystkich o opuszczenie pokoju.
Kiedy zostaliśmy sami, usiadł naprzeciwko mnie.
— Nasze małżeństwo nie było moim pomysłem.
Uniosłem brwi.
— Wiem.
— Ale kiedy się zgodziłem, dowiedziałem się, że jeden z moich konkurentów próbował dowiedzieć się wszystkiego, co możliwe, o moim życiu osobistym. Dali mi jasno do zrozumienia, że każdy, z kim się zbliżę, stanie się celem.
Milczałem.
— W pierwszym roku próbowali przekupić dwóch moich kierowców. Obserwowali mój dom. Robili zdjęcia podczas każdego publicznego wystąpienia.
Podał mi teczkę.
W środku były raporty z ochrony.
Moje zdjęcia.
Samochody za mną.
Ludzie mnie obserwujący.
Dane, których nigdy wcześniej nie widziałem.
— Gdybym był kochającym mężem publicznie, stałbyś się najbardziej bezbronną osobą w moim życiu.
Spojrzałam na niego, nic nie mówiąc.
— Postanowiłam więc, że wszyscy uwierzą, że to małżeństwo to tylko formalność.
— Włącznie ze mną.
Spuścił wzrok.
— Tak.
Po raz pierwszy w jego głosie zabrzmiał żal.
— Zraniłam cię, żeby utrzymać cię przy życiu.
Łzy napłynęły mi do oczu.
— Powinieneś był mi powiedzieć.
— Nie wolno mi było. Jeśli informacja trafi w niewłaściwe miejsce, plan się nie powiedzie.
W tym momencie zadzwonił jego telefon.
Spojrzał na ekran, a jego wyraz twarzy się zmienił.
— Dowiedzieli się.
— Kto?
— Ci, którzy mnie śledzą.
Spojrzał na plamę krwi na podłodze.
— Widzieli obrazy z wewnętrznych kamer. Teraz wiem, że naprawdę istniejesz dla mnie.
Tej samej nocy podwojono ochronę willi i zrozumiałam, że przez trzy lata nie mieszkałam obok obojętnego mężczyzny.
Mieszkałam obok mężczyzny, który poświęcił własne szczęście, przekonany, że odległość to jedyny sposób, by zapewnić mi bezpieczeństwo.
I po raz pierwszy od naszego ślubu, kiedy znów wziął mnie za rękę, nie było wątpliwości, że cisza między nami dobiegła końca.