Osiem dziewcząt i ani jednego chłopca – sąsiedzi się z niego śmiali

Usiedli przy stole.

Wspomnieli o Anie.

Wypili herbatę.

„Tato” – powiedziała Violeta, najstarsza. „Może wpadniesz do nas? Mamy miejsce”.

„Albo u nas” – dodała Nadia. „Mamy wolny pokój”.

„Możemy to robić na zmianę” – zasugerowała Gabriela. „Sześć miesięcy ze mną, sześć miesięcy z Tanią…”

Stefan podniósł rękę.

Wszyscy milczeli.

„Nie wyjdę stąd” – powiedział cicho. „To twoja matka. To dom, który zbudowałem. To tutaj spędzę ostatnie lata życia”.

„Ale jak sobie poradzisz sam? Kto rozpali ogień? Kto przyniesie wodę?”

„Jeszcze nie jestem ciężarem” – odpowiedział. „Mam ręce. Mam umysł. Dam sobie radę”.

Córki spojrzały na siebie.

Już nie nalegali.

Oni odeszli.

Stefan został sam.

Rozpalał ogień.

Przynosił wodę.

Napraw płot.

I żył swoim życiem.

Ale lata upomniały ich prawa.

W wieku siedemdziesięciu trzech lat nie potrafił już rąbać drewna.

W wieku siedemdziesięciu czterech lat zaczął zapominać, gdzie położył klucze.

W wieku siedemdziesięciu pięciu lat upadł na werandę i pozostał tam prawie godzinę, aż zauważył go sąsiad.

Trzeba było coś zrobić.

Jesienią tego roku przed domem Stefana zatrzymała się ciężarówka załadowana drewnem.

Za nim jechały dwa samochody.

Od nich pochodziło osiem córek.

Z żonami.

Z dziećmi.

Z walizkami i bagażami.

Stefan wyszedł na ganek i pozostał nieruchomy.

“Co robisz?”

„Zbudujemy ci nowy dom, tato” – powiedziała Violetta.

„Jaki nowy dom? O czym ty tam mówisz?”

— Takiego, w którym będziesz mógł mieszkać bezpiecznie. Ten dom już niedługo nie postoi. Ściany są zniszczone, narożniki zapadnięte. Chcemy, żebyś żył jeszcze wiele lat i miał dobre warunki.

— A skąd bierzesz pieniądze?

„Wkładamy po trochu wszystkiego” – odpowiedziała Nadia. „Niektórzy więcej, niektórzy mniej. Ale razem wystarczy. A nasi mężowie nam pomogą”.

Stefan spojrzał na każdego z nich.

Violeta, obecnie dyrektorka szkoły, z siwymi włosami.

Nadia, lekarka i ordynatorka oddziału.

Livia, która miała własny sklep.

Gabriela i Tania, pracownice banku, eleganckie i zawsze noszące okulary.

Cătălina, która pracowała w ośrodku kultury, śmiała się tak samo jak w dzieciństwie.

Na Oanie, tuż po powrocie z plaży, opalona i z kolorową chustą na głowie.

A Sorina, najmłodsza, ubrana elegancko, na obcasach, choć zdarzało jej się biegać boso po podwórku.

Osiem córek.

I nie ma chłopca.

Zaczęli pracę już następnego dnia.

Stefan był przekonany, że szybko się znudzą. Która kobieta umiała zbudować dom? Która z jego córek trzymała kiedyś siekierę w ręku?

Ale się mylił.

Następnego ranka, zanim słońce wzniosło się wysoko na niebo, na dziedzińcu panował już ożywiony ruch.

Zięciowie wyładowywali drewno z ciężarówki, a wnukowie nosili mniejsze deski i pakowali gwoździe do skrzyń. Ku zaskoczeniu Stefana, córki nie stały z boku. Zakasały rękawy i pracowały ramię w ramię z innymi.

„Violeta, zapomniałaś, że jesteś reżyserką?” zapytał z uśmiechem.

„W szkole jestem dyrektorką. Tutaj jestem twoją córką”.

Zaczęli od wzmocnienia fundamentów starego domu. Nie chcieli go burzyć. Cała ósemka podjęła tę samą decyzję bez większych konsultacji.

„Ten dom zbudowaliście ty i twoja matka” – powiedziała Cătălina. „Nie zniszczymy go. Zatrzymamy go”.

Za nim planowano wybudować nowy, mniejszy, łatwy w utrzymaniu dom z łazienką w domu, nowoczesnym ogrzewaniem i jasnymi pokojami.

Stefan obserwował ich z ławki.

Na początku próbował im doradzić.

— Ta belka po prawej.

— Nie wbijaj gwoździ w ten sposób.

— Sprawdź jeszcze raz poziom.

Po kilku dniach zdał sobie sprawę, że nie musi wiele mówić. Jego zięciowie słuchali uważnie, a córki wiedziały już wiele z rzeczy, o których myślał, że nikt ich nie uczył.

Pewnego popołudnia zobaczył Sorinę zręcznie montującą ramę okienną.

— Kto cię uczył?

Ona się zaśmiała.

– Ty.

— Ja?

— Kiedy miałem dziesięć lat, zabrałeś mnie do warsztatu i myślałeś, że się bawię. Przyglądałem się wszystkiemu, co robiłeś.

Później Nadia wyznała mu, że potrafi także posługiwać się piłą.

Gabriela i Tania wspólnie opracowały plan wydatków i podzieliły każdy lej tak, aby nic się nie zmarnowało.

Livia wynegocjowała lepsze ceny wszystkich materiałów.

Oana znalazła rzemieślników, którzy wykonali te instalacje.

Cătălina zajęła się stołami i sprawiła, że ​​dziedziniec znów rozbrzmiewał śmiechem.

A Violeta koordynowała wszystko z tą samą cierpliwością, z jaką prowadziła swoją szkołę.

Pewnego wieczoru Gheorghe, sąsiad, który lubił sobie żartować, zatrzymał się przy bramie.

Przez kilka minut milczał.

Potem zdjął czapkę.

— Och, Stefanie… proszę, wybacz mi.

– Po co?

„Za wszystkie bzdury, które opowiadałem przez lata. Śmiałem się, bo nie miałeś syna. Słuchaj, żaden z chłopców w wiosce nie przyszedł pomóc swoim rodzicom tak, jak twoje córki”.

Stefan nie odpowiedział od razu.

Patrzył na podwórko.

Wnuki biegały wśród stosów drewna.

Jego córki śmiały się razem, zupełnie jak w dzieciństwie.

Przez chwilę wydawało mu się, że Ana znów stoi na ganku i obserwuje ich z tym samym spokojem co poprzednio.

Nowy dom był gotowy przed nadejściem zimy.

Nie narzucała się.

Był prosty, ciepły i wykonany z dbałością.

Przy wejściu córki zamontowały tablicę dębową.

Brzmiało ono:

Dom Any i Stefana – odbudowany przez ich osiem córek.

Czytając, starzec dyskretnie ocierał oczy.

W dniu, w którym się wprowadził, wszystkie osiem rodzin zjadło długo kolację.

Opowiadano historie.

Przeglądano stare albumy.

Wnuki dowiedziały się, że każdej z ich matek zdarzyło się spaść z wiśniowego drzewa lub wybić okno, grając w piłkę nożną na podwórku.

Wychodząc, Violeta wręczyła ojcu kalendarz.

Każdy miesiąc był już zaznaczony.

Każdego weekendu któraś z sióstr przyjeżdżała z rodziną.

Żaden weekend nie pozostał pusty.

Stefan zamknął kalendarz i uśmiechnął się.

Przez lata martwił się, że nikt nie opuści jego domu, jego imienia i wszystkiego, czego się nauczył.

Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak bardzo się mylił.

Nie miał syna.

Miał osiem córek, które kontynuowały jego dzieło, wartości i miłość do rodziny.

A we wsi już nikt nie robił sobie żartów.

Za każdym razem, gdy przechodzili obok jego domu, ludzie mówili to samo:

— Stefan był bogatym człowiekiem. Nie dlatego, że miał majątek. Ale dlatego, że miał osiem córek, które nigdy nie zapomniały, skąd pochodzą.

Leave a Comment