W niecałe piętnaście minut samochód dyrektora podjechał pod budynek mieszkalny.
Towarzyszyła mu policja i straż pożarna, wezwane przez służby ratunkowe, gdy Marina przestała odbierać telefon.
Zapukali do drzwi.
Brak reakcji.
Dyrektor spojrzał na straż pożarną.
— Rozbić!
Po kilku sekundach drzwi zostały wyważone.
Marina leżała na podłodze, prawie nieprzytomna.
Obok niej leżał telefon.
Ratownicy medyczni natychmiast interweniowali.
Zawieźli ją na oddział położniczy.
Dyrektor został za karetką, dopóki lekarze nie potwierdzili, że kobieta i dwoje dzieci otrzymali odpowiednią opiekę.
Poród odbył się tego samego wieczoru.
Po kilku godzinach emocji lekarz opuścił salę operacyjną.
— Mama czuje się dobrze. Bliźniakom nic nie grozi.
Dyrektor odetchnął z ulgą.
Dopiero wtedy ponownie zadzwonił do Andrieja.
Tym razem odebrał.
W tle słychać było muzykę i śmiech.
— Dyrektorze… Ja…
— Proszę natychmiast przyjechać do szpitala.
Nie powiedział nic więcej.
Kiedy Andriej przyjechał, dyrektor czekał na niego na korytarzu.
— Czy wie pan, dlaczego pańska żona i dzieci żyją dzisiaj?
Andriej zamilkł.
— Ponieważ wiadomość przeznaczona dla pana dotarła do mnie.
Gdyby dotarła tylko na pański wyłączony telefon, dziś rozmawialibyśmy o tragedii.
Andriej pochylił głowę.
Nie mógł znaleźć słów.
Dyrektor podał telefon Marinie.
Wiadomość wciąż była otwarta na ekranie.
— Przeczytaj ją.
Andriej zaczął płakać.
Po raz pierwszy od wielu lat zrozumiał, jak samotna była kobieta obok niego.
Po wypisaniu ze szpitala Marina nigdy nie wróciła do tego mieszkania.
Tymczasowo zamieszkała z matką i dwójką dzieci.
Kilka tygodni później złożyła pozew o rozwód.
Dyrektor nigdy nie próbował ingerować w jej życie.
Ale zrobił jedną rzecz.
Zaproponował jej pracę dostosowaną do grafiku matki i możliwość stopniowego powrotu do pracy po urlopie rodzicielskim.
W dniu, w którym podpisywała nową umowę, Marina powiedziała do niego:
— Jeśli nie przeczytałeś tej wiadomości przez pomyłkę…
Dyrektor uśmiechnął się.
— Czasami błąd ratuje życie.
Marina spojrzała na swoje bliźniaki śpiące w wózku.
I po raz pierwszy od bardzo dawna przyszłość nie wydawała jej się straszna.