Następnego dnia jego prawnik powiedział mi tylko tyle: „Pan Mihai poprosił mnie, żebym pani powiedziała, że jego plan się powiódł”. W tym momencie zrozumiałam, że mężczyzna, którego kochałam całe życie, ukrył przede mną ostatnią tajemnicę.
Dzień po pogrzebie zadzwonił dzwonek do drzwi.
Na progu stał mężczyzna po sześćdziesiątce, niosący skórzaną teczkę.
— Pani Ana?
— Tak.
— Jestem prawnikiem pana Mihaia.
Zaprosił mnie, żebym usiadła.
Wyjął drewniane pudełko.
— Zanim omówiliśmy testament, poprosił mnie, żebym pani powiedziała jedną rzecz.
Czułam, jak moje serce bije coraz szybciej.
— Co?
Prawnik się uśmiechnął.
— Powiedział mi: „Jeśli zgodzi się mnie poślubić, to znaczy, że mój plan się powiódł”.
Otworzyłam pudełko.
Na górze widniało nasze zdjęcie z liceum.
Trzymałam w rękach bukiet stokrotek.
Pod zdjęciem był list.
„Ano,
Wiedziałem, że nigdy nie przyjmiesz ode mnie żadnej pomocy.
Dlatego potrzebowałem, żebyś najpierw została moją żoną.
Nie po to, żebyś mogła otrzymać fortunę.
Ale żebyś nie mogła powiedzieć, że to jałmużna.
To po prostu to, co zostawiam kobiecie, którą kochałem całe życie”.
Zacząłem płakać.
Poniżej było dalej:
„Nie proszę cię, żebyś zatrzymała mój dom.
Nie proszę cię, żebyś zatrzymała moje oszczędności.
Proszę cię tylko, żebyś zrobiła z nimi to, co robiłaś przez całe życie…
…troszczyła się o ludzi”.
Mihai zostawił mi dom, w którym dorastał.
Warsztat, który przekształcił w dobrze prosperującą małą firmę.
I oszczędności, które zgromadził przez całe życie.
To nie były bajkowe fortuny.
To było dzieło jego życia.
Postanowiłem zatrzymać warsztat.
Jego zyski zaczęły finansować sprzęt dla oddziału onkologicznego szpitala, w którym się poznaliśmy.
Każdej wiosny niosę stokrotki na jego grób.
Siadam na ławce i opowiadam mu, co się stało.
Czasami się śmieję.
Czasami płaczę.
Ale zawsze odchodzę z tą samą myślą.
Niektórzy dają ci kwiaty, gdy masz siedemnaście lat.
Inni dają ci spokój, gdy masz siedemdziesiąt trzy lata.
A prawdziwa miłość…
…nie mierzy się latami spędzonymi razem.
Ale swoją drogą, oni nadal się tobą opiekują, nawet gdy jedno z was odchodzi.