Telefon został odebrany niemal natychmiast.
Oana włączyła głośnik.
— Pani Prokurator, czy dotarła pani do punktu kontrolnego? — usłyszała spokojny męski głos.
Dwaj policjanci zamarli.
Popescu instynktownie odsunął rękę od szyby.
— Tak — odpowiedziała Oana. — Zatrzymuje mnie dwóch agentów, którzy próbują mnie wyrzucić z samochodu, nie podając mi powodu zatrzymania i nie przestrzegając procedur prawnych.
Po drugiej stronie linii zapadła na chwilę cisza.
— Czy może mi pan podać ich numery identyfikacyjne?
Oana odczytała je spokojnie, patrząc prosto na odznaki na ich mundurach.
Ionescu zaczął już blednąć.
Popescu próbował wyjaśnić sytuację.
— Myślę, że to tylko nieporozumienie…
Głos w słuchawce natychmiast mu przerwał.
— Jestem kwestor Marin. Proszę zostać na miejscu zdarzenia. Zespół kontrolny właśnie po was jedzie.
Żaden z nich nie powiedział ani słowa.
Przez prawie dwadzieścia minut na drodze słychać było tylko wiatr.
Potem przyjechały dwa pojazdy specjalne i nieoznakowany samochód.
Wysiadł z niego komisarz i dwóch inspektorów kontroli wewnętrznej.
Pierwszą rzeczą, o którą poprosili, były kamery nasobne agentów.
Popescu wyjąkał, że bateria się rozładowała.
Ionescu twierdził, że zapomniał o kamerze w pojeździe specjalnym.
Inspektor spojrzał na nich chłodno.
— Ciekawe. Kamera prokuratora działała jednak bez zakłóceń.
Dopiero wtedy Oana wysiadła z samochodu.
Okazała swój dokument tożsamości.
Była prokuratorem w wyspecjalizowanej jednostce, która badała nawet nadużycia popełniane przez funkcjonariuszy publicznych.
W ostatnich miesiącach koordynował kilka śledztw w sprawie zachowań funkcjonariuszy policji, którzy przekroczyli granice prawa.
Inspektorzy sprawdzili dokumenty, które Popescu uznał za fałszywe.
Były całkowicie autentyczne.
Co więcej, nagranie wyraźnie pokazywało, jak wyrwano mu je z ręki przed sprawdzeniem.
„Myślałem…” Popescu próbował się usprawiedliwić.
Inspektor natychmiast go zatrzymał.
„Nie płacono ci za to, żebyś wierzył. Miałeś obowiązek przestrzegać prawa”.
W niecałą godzinę obaj agenci zostali przewiezieni do inspektoratu w celu przeprowadzenia dochodzenia dyscyplinarnego i karnego.
Przed wyjściem Oana podeszła do nich.
Na jej twarzy nie było śladu satysfakcji.
„Mundur nie daje prawa do upokarzania ludzi. Zobowiązuje cię do ich ochrony”.
Popescu spuścił wzrok.
Po raz pierwszy tego wieczoru nie miał nic więcej do powiedzenia.
Oana wsiadła do samochodu i ruszyła w dalszą drogę.
Nie była zadowolona z tego, co się stało.
Była po prostu przekonana, że prawo powinno być takie samo dla wszystkich, niezależnie od tego, czy osoba je łamiąca nosi mundur, czy nie.
Dla dwóch agentów ta noc była początkiem śledztwa, które na zawsze odmieniło ich karierę.