Brakowało mi słów przez kilka sekund.
Nie dlatego, że by mnie obraził.
Ale ponieważ w końcu zrozumiałem.
Wszystko.
Reklamy
Nie chodziło o wstyd.
Nie chodziło o wartości.
Chodziło o to, że ta kobieta nie chciała związku.
Chciał tylko… pocieszenia.
Wyjścia.
Ostrożny.
Płatny.
Wziąłem głęboki oddech i uruchomiłem silnik.
„Zabiorę cię do domu” – powiedziałem spokojnie.
Spojrzała na mnie, lekko zaskoczona.
Pewnie spodziewał się, że będę nalegać. Albo przeprosić.
Ja też nie.
Po drodze próbował naprawić sytuację.
„Gheorghe, nie musisz się denerwować… Jestem bardziej konserwatywny…”
„To nie tak, że jestem zły” – odpowiedziałem. „To tak, jakbym to dostał”.
– Co zrozumiałeś?
Zatrzymałem się na światłach i spojrzałem prosto na nią.
„Że chcesz po prostu spacerować. Zjeść w restauracji. Mieć towarzystwo.”
On milczał.
„Ale ty nie chcesz mężczyzny. Nie chcesz prawdziwego związku”.
Westchnął.
„Nie jesteśmy już w tym wieku…”
„Jesteśmy” – powiedziałem mu. – Chodzi o to, że nie chcesz już żyć.
Cichy.
Kilka minut później zatrzymałem się przed jej apartamentowcem.
Nie zaprosił mnie na górę.
Jak zwykle.
Trzymał rękę na klamce.
– Czy nadal rozmawiamy? – zapytał nieprzekonany.
Uśmiechnąłem się lekko.
Po raz pierwszy… szczerze.
“Nie.”
Zamrugał.
“Dlaczego?”
„Ponieważ nie szukam towarzysza spacerów.”
Zrobiłem sobie przerwę.
„Szukam kobiety”.
Zszedł na dół, nic nie mówiąc.
Zostałem w samochodzie na kilka sekund.
Nie byłem smutny.
Nie byłem zdenerwowany.
Byłem… spokojny.
Bo po dwóch miesiącach wreszcie nie miałem wątpliwości.
Przyjechałem do domu.
Mieszkanie było tak samo puste jak wcześniej.
Ale po raz pierwszy już na mnie nie naciskał.
Zrobiłem sobie herbatę.
Usiadłem na kanapie.
I po długim czasie…
Poczułem, że jestem dokładnie tam, gdzie powinienem.
Pojedynczy.
Ale nie samotny.
I przygotowany, tym razem, aby przestać akceptować półśrodki.