…a jednak była tutaj. W pokoju VIP, w tym samym miejscu, gdzie Dominic i Isabela śmiali się z niej, jakby była kiepskim żartem. Kiedy ich zobaczyła, instynktownie chciała spojrzeć w dół, skulić się, przejść niezauważona. Ale nie była już tą przestraszoną kobietą sprzed roku.
Mimo to głęboki ból pozostał. Czuła się, jakby dostała zimny ukłucie w żołądku.
Dominic podszedł z tym triumfalnym uśmiechem, który kiedyś był mu znany.
„Och, Victoria… nadal w starych ciuchach? Myślałem, że trochę się pozbierałaś po rozwodzie…” powiedział wystarczająco głośno, by wszyscy mogli usłyszeć.
Isabela śmiała się i filmowała, jakby była świadkiem konkursu upokorzeń.
Victoria nie odpowiedziała. Przycisnęła płaszcz do piersi i wyjrzała przez okno, gdzie hałas samolotów był cichszy niż ich słowa.
Reklamy
Przechodził obok nich pracownik lotniska, a Dominic go zatrzymał:
— Proszę pana, powinien pan wiedzieć, że ta pani nie ma tu nic do roboty. Mogła się zgubić.
Victoria poczuła, jak krew napływa jej do policzków, ale nic nie powiedziała.
Zamiast tego pracownik uśmiechnął się uprzejmie.
— Pani Grigorescu jest dziś na liście pasażerów VIP. Proszę jej nie przeszkadzać.
W tym momencie Isabela przestała filmować.
Dominic z trudem przełknął ślinę.
Ale prawdziwa część miała dopiero nadejść.
Dziesięć minut po incydencie z pasa startowego dobiegł głośny hałas.
Ogromny biały odrzutowiec ze złotymi pasami lądował płynnie, niczym gigantyczny ptak.
Logo na ogonie było znane w całej Rumunii: Caraman Group. Jedna z największych firm w Europie Wschodniej.
Dominic zaniemówił. — Nie… to nie może być dla niej…
Drzwi samolotu się otworzyły i zszedł po schodach sam Marius Caraman, człowiek, o którym prasa pisała, że dorobił się fortuny wartej setki milionów lei na infrastrukturze i technologii. Jeden z niewielu ludzi, którzy naprawdę rozumieli wartość algorytmu.
Victoria znała go tylko ze zdjęć.
Nigdy nie spodziewała się, że przyjedzie osobiście.
— Pani Grigorescu! — krzyknął, szeroko się uśmiechając. Cieszymy się, że przyjęła pani zaproszenie. Nie możemy się doczekać, żeby porozmawiać o pani projekcie.
Cała sala zwróciła się w jej stronę.
Dominic i Isabela stali nieruchomo.
Victoria powoli wstała.
Jej serce biło jak szalone, ale po raz pierwszy od dawna nie ze strachu, tylko z ekscytacji.
— Panie Caraman… Nie mogę uwierzyć, że przyjechał pan osobiście.
— Dla takiego mężczyzny jak pan? Przyleciałabym helikopterem, gdybym musiała. Chodźmy, mamy dużo do omówienia.
Wyciągnął rękę.
Victoria zrobiła kilka kroków, czując, jak oczy wszystkich za nią płoną.
Kiedy minęła Dominica, wyszeptał:
— Co… co zrobiłeś? Jak…?
Victoria zatrzymała się.
Po raz pierwszy spojrzała na niego bez strachu.
— Zachowałam inteligencję, Dominic. Ty po prostu zachowałeś pozory.
Isabela schowała telefon.
Dominic zbladł, trzymając się jej ramienia, żeby utrzymać równowagę.
Victoria weszła po schodach odrzutowca i w chwili, gdy drzwi zamknęły się za nią, poczuła, jak wszystko, co ją obciążało przez lata, spada z jej ramion.
W samolocie Marius Caraman podał jej cienką teczkę.
— Wiemy, co stworzyłaś. Wiemy też, jak cię traktowano. Chcemy z tobą pracować. Ale nie jako pracownik. Jako partner. 40% nowego projektu należy do ciebie. Inwestujemy wszystko, czego potrzebujemy.
Victorii zabrakło powietrza.
— Ale… dlaczego ja?
— Bo świat ma miliony prezenterów takich jak Dominic.
Ale ludzie tacy jak ty, którzy tworzą? To jedni na milion.
Jej oczy napełniły się łzami.
Po raz pierwszy po 687 nieprzespanych nocach poczuła, że przyszłość nie jest zagrożeniem.
To była obietnica.
Odrzutowiec wystartował w kierunku pasa startowego, a Bukareszt pozostał mały pod zimowymi chmurami.
Victoria zamknęła oczy i uśmiechnęła się.
Nie tylko wygrała zemstę.
Odzyskała swoje życie.