— Nie wolno ci tu wchodzić! — krzyknęła pielęgniarka.
Wbiegł Matei w mundurze brudnym od błota i z twarzą pełną łez.
— Babciu, nie daj się pociąć!
Monitor zaczął szaleńczo piszczeć.
Reklamy
Andreea waliła w okno na zewnątrz.
— Natychmiast go stamtąd zabierzcie!
Matei kurczowo trzymał się noszy, drżąc, i wyjął z kieszeni stary telefon.
— Tato, nie potrzebuje twojej nerki, Babciu!
Nikt nie podejrzewał, co się zaraz wydarzy…
Doktor Dumitrescu został ze strzykawką w ręku.
Pielęgniarki spojrzały na siebie, nic nie rozumiejąc.
Matei płakał tak mocno, że ledwo mógł mówić.
— Babciu… to nieprawda… Tata nie umiera…
Elena, przestraszona, podniosła się nieco z noszy.
— Matei, o czym ty mówisz?
Chłopak wytarł nos rękawem munduru i wyciągnął telefon.
— Słyszałem, jak mama rozmawia…
Andreea rozpaczliwie waliła w szklane drzwi.
— Kłam! Wyciągnij dziecko!
Ale lekarz dał mu znak, żeby przestał.
— Pozwól mu mówić.
Matei cały się trząsł.
— Tata i mama rozmawiali wczoraj wieczorem… mówili, że babcia ma mieszkanie na swoje nazwisko… i że jeśli ona wykona operację… to podpisze dokumenty…
Elena poczuła, że zapiera jej dech w piersiach.
— Jakie dokumenty…?
Chłopak stuknął w ekran telefonu.
Głos Andrei był wyraźnie słyszalny z głośnika:
„Jeśli starsza pani wykona przeszczep, to łatwo przekonamy ją do przepisania mieszkania na nas. Zresztą lekarz powiedział, że Daniel nie jest nawet na liście pilnych. Przy odpowiednim leczeniu może przeżyć lata”.
W pokoju zapadła całkowita cisza.
Wtedy rozległ się głos Daniela.
Zmęczony. Zimny.
„Ważne, żeby przyjął operację. Potem zobaczymy”.
Telefon o mało nie wypadł Elenie z rąk.
„Danielu…?” wyszeptała.
Jej syn wszedł tymczasem na salę operacyjną, podtrzymywany przez asystenta. Był słaby, ale wystarczająco silny, żeby ustać.
Nie mógł już spojrzeć jej w oczy.
Elena zaczęła drżeć.
Pracowała latami, aż ręce zaczęły jej pękać dla tego chłopca.
Przypomniała sobie, jak nie spała całą noc przy jego łóżku, kiedy miał zapalenie płuc. Jak kupiła mu na raty pierwszy tornister. Jak przestała jeść, żeby miał pieniądze na studia.
A teraz dowiedziała się, że był gotów oddać ją pod nóż dla pieniędzy i mieszkania.
Matei trzymał się babci.
— Nie chciałam, żebyś umarł…
Doktor Dumitrescu powoli zdjął rękawiczki.
Jego twarz spoważniała.
— Panie Danielu… czy to, co pan słyszy na nagraniu, jest prawdą?
Daniel nie odpowiadał.
Andreea w końcu weszła do pokoju, wściekła.
— Dziecko nic nie rozumie! Wyjmij ten telefon!
Ale lekarz podniósł głos:
— Dosyć!
Wszyscy ucichli.
— Jeśli pacjent został zmanipulowany do podpisania zgody pod wpływem presji emocjonalnej i kłamstw, operacja natychmiast się zakończy.
Elena płakała cicho.
Nie z powodu nerki.
Ale dlatego, że po raz pierwszy zrozumiała, że kochała swojego syna bardziej niż on kiedykolwiek kochał ją.
Daniel powoli podszedł.
— Mamo… Ja…
Ale uniosła rękę.
— Nie.
Jej głos drżał, ale spojrzenie stało się niespodziewanie silne.
— Żyłam dla ciebie całe życie. A ty byłaś gotowa poświęcić się dla mieszkania?
Daniel zaczął płakać.
Andreea próbowała coś powiedzieć, ale nikt jej już nie słuchał.
Matei mocno trzymała babcię za rękę.
A staruszka, po raz pierwszy od wielu lat, poczuła, że nie musi się już poświęcać, żeby zasłużyć na miłość.
Doktor Dumitrescu wezwał pielęgniarki.
— Odwołajcie operację.
Andreea wybuchnęła:
— Nie możesz tego zrobić!
Lekarz zwrócił się do niej chłodno.
— Tak. I jeszcze jedno… Myślę, że twoja rodzina powinna opuścić szpital.
Elena powoli zeszła z noszy.
Nogi jej drżały.
Matei natychmiast ją przytulił.
— Babciu… wróć do domu.
Przytuliła go do piersi i wybuchnęła płaczem.
To już nie były łzy strachu.
To były łzy przebudzenia.
Dwa miesiące później Elena wróciła do swojego małego mieszkania w Oborze. Znów pachniało ciepłymi plackami i herbatą limonkową.
Daniel wielokrotnie próbował się do niej dodzwonić.
Nie odbierała.
Zamiast tego, co weekend przychodził do niej Matei. Robili naleśniki, oglądali kreskówki i śmiali się do późna.
Pewnego wieczoru chłopiec zapytał ją:
— Babciu… czy nadal kochasz tatusia?
Elena uśmiechnęła się smutno i pogłaskała go po włosach.
— Tak, kochanie. Matka nigdy nie przestaje kochać swojego dziecka.
— To dlaczego nie wrócisz?
Wyjrzała przez okno, gdzie cicho migotały światła Bukaresztu.
— Bo czasami, żeby się uratować, trzeba nauczyć się przestać poświęcać dla ludzi, którzy nigdy by cię nie uratowali.