„Będzie zimno” – powiedział powoli Iulian. „Powinniśmy to wziąć”.
– NIE.
— Panie…
— Muszę zobaczyć, co zrobi, kiedy nikt jej nie pomoże.
Reklamy
Iulian zacisnął mocniej kierownicę, ale nie powiedział nic więcej.
Alexandru nadal obserwował Marisę. Początkowo chciał ją wystawić na próbę. Zmierzyć jej dyscyplinę, wytrzymałość i punktualność. Ale z każdą przebytą ulicą test zaczął przypominać mniej metodę, a bardziej okrucieństwo.
Był suchy.
Ona nie.
Było mu ciepło.
Ona drżała.
Mógł odmienić ich poranek jednym słowem.
A on tego nie robił.
Nagle przypomniał mu się stary obraz: białe trampki matki, postawione przy drzwiach, przykryte gazetami do wyschnięcia. Alexandru miał wtedy pięć lat. Nie rozumiał, dlaczego matka wracała do domu tak zmęczona po nocnej zmianie w fabryce konserw.
Później zrobił rachunek: gdy autobus nie kursował, szedł ponad 12 kilometrów, żeby nie stracić pracy.
Nigdy się nie skarżył.
On po prostu szedł.
Ponieważ musiał jeść.
Aleksander przełknął ślinę.
O 8:51 Marisa dotarła do siedziby Munteanu Logistics. Dziewięć minut przed wywiadem.
Wszedł do środka, zostawiając mokre ślady na marmurowej podłodze, i natychmiast poszukał toalety.
Zamknął się w kabinie, wyjął dokumenty i sprawdził, czy są nienaruszone. Następnie zmienił trampki na buty, wykręcił kurtkę nad zlewem, związał włosy najlepiej, jak potrafił, i spojrzał w lustro.
Nie wyglądało to idealnie.
Wyglądała na zmęczoną, bladą i mokrą.
Ale on nadal stał.
Wyjął kartkę Sofii, przeczytał ją jeszcze raz i przyłożył do piersi.
Kiedy wyszła z łazienki, nie wiedziała, że na czternastym piętrze Alexandru Munteanu właśnie powiedział do kierownika działu kadr:
— Claudia, chcę być obecna na wywiadzie Marisy Ionescu.
W słuchawce zapadła cisza.
— Panie, nie bierze Pan udziału w wywiadach na tym poziomie.
Alexandru spojrzał przez okno w stronę wejścia do budynku.
— Dzisiaj tak.
Kiedy Marisa weszła do pokoju przesłuchań, pierwszą rzeczą, jaką zauważyła, była cisza.
Nie jest to zwykła cisza eleganckiego biura.
Ale taki, w którym ludzie na coś czekają.
Claudia, dyrektor działu kadr, uśmiechnęła się do niego uprzejmie.
— Pani Ionescu, proszę usiąść.
Marisa usiadła ostrożnie, starając się nie zostawić na krześle żadnych śladów wody.
Dopiero wtedy go zobaczył.
Mężczyzna na końcu stołu.
Ciemnoszary garnitur.
Dyskretny zegarek.
Zimne spojrzenie.
I coś dziwnie znajomego w sposobie, w jaki na nią patrzył.
„Dzień dobry” – powiedział spokojnie. Alexandru Munteanu.
Serce Marisy zabiło mocniej.
Wiedział, kim on był.
Wszyscy na polu wiedzieli.
Próbował ukryć swoje emocje.
– Dzień dobry.
Alexandru przez kilka sekund patrzył na swój plik, nie otwierając go.
— Przybyłeś na czas.
– Tak.
— Przypuszczam, że z trudem.
Marisa zawahała się.
— W mojej okolicy nie ma transportu.
Powoli skinął głową, jakby już wiedział.
I on naprawdę wiedział.
Wywiad zaczął się zwyczajnie.
Doświadczenie.
Programy logistyczne.
Koordynacja tras.
Zarządzanie opóźnieniami.
Marisa odpowiedziała jasno, nie próbując niepotrzebnie robić wrażenia.
Ale Alexandru nie wydawał się zainteresowany wyłącznie umiejętnościami.
On to studiował.
— Dlaczego przez czternaście miesięcy był Pan bezrobotny?
Claudia dyskretnie podniosła wzrok, jakby pytanie było zbyt bezpośrednie.
Marisa jednak nie obraziła się.
— Bo po rozwodzie zostałam bez domu i alimentów. W pierwszych miesiącach godziłam się na każdy grafik. Ale wiele firm wymagało pełnej dyspozycyjności i nadgodzin, co było niemożliwe dla samotnej matki.
— A mimo to nadal składasz podania.
– Tak.
– Dlaczego?
Marisa na sekundę spuściła wzrok.
Potem powiedział po prostu:
— Bo moja córka ciągle patrzy na mnie, jakbym potrafił wszystko rozwiązać.
W pokoju zapadła cisza.
Alexandru lekko zacisnął szczękę.
Dokładnie tak patrzyła na niego matka, gdy był dzieckiem. Jakby zmęczenie nie miało prawa istnieć.
Claudia zmieniła temat.
— Jak reagujesz pod presją?
Marisa prawie się uśmiechnęła.
— Myślę, że dzisiejszy poranek jest wystarczającą odpowiedzią.
Po raz pierwszy Alexandru krótko się zaśmiał.
Nie z grzeczności.
Szczery.
Pod koniec wywiadu Claudia zaczęła gromadzić dokumenty.
Ale Aleksander podniósł rękę.
— Mam jeszcze jedno pytanie.
Marisa spojrzała na niego.
— Gdyby nikt nigdy nie dał ci szansy, jak długo byś próbował?
Przez kilka sekund milczała.
„Dopóki moja córka nie podrosła na tyle, żeby zobaczyć, jak się poddaję. I nie chciałam, żeby się tego ode mnie nauczyła”.
Słowa zawisły w powietrzu.
Alexandru spojrzał przez okno.
Deszcz nadal uderzał w okna budynku.
I po raz pierwszy od wielu lat doskonale pamiętał twarz matki, gdy weszła do domu cała przemoczona i powiedziała, że wszystko jest w porządku, nawet jeśli tak nie było.
Zamknął teczkę Marisy.
— Dziękuję. Możesz iść do domu.
Marisa skinęła głową i wstała.
Próbowała zachować spokój, ale w jej oczach już widać było rozczarowanie.
Znał tę formułę.
“Skontaktujemy się z Tobą.”
Nie mam na myśli nic.
Kiedy opuściła pokój, Claudia natychmiast zwróciła się do Alexandru.
„Dobrze. Bardzo dobrze. Ale pensja, którą żądamy, jest wyższa niż na tym stanowisku.”
Alexandru milczał przez kilka sekund.
Następnie sięgnął po telefon.
— Iulian, samochód.
Claudia zmarszczyła brwi.
— Wychodzisz?
Powoli wstał.
„Nie. Naprawię coś, co powinno zostać naprawione trzydzieści lat temu”.
Dziesięć minut później Marisa wyszła z budynku, wciąż mając mokrą kurtkę i ciężkie ramiona.
Deszcz się nasilił.
Ruszył w stronę stacji.
Wtedy przy chodniku zatrzymał się czarny Mercedes.
Okno opadło.
Aleksander był w środku.
— Pani Ionescu.
Marisa zatrzymała się natychmiast, spięta.
– Tak?
Spojrzał na nią przez kilka sekund, zanim przemówił.
„Moja matka latami szła przez deszcz, żeby utrzymać pracę. A dziś siedziałem w ciepłym samochodzie i patrzyłem, jak inna kobieta robi dokładnie to samo”.
Marisa nie rozumiała dokąd zmierza.
Aleksander wziął głęboki oddech.
— To był błąd.
Następnie podał jej teczkę.
— Twoja umowa. Pensja jest wyższa niż pierwotnie ustalono. Elastyczny grafik. Ubezpieczenie dla Ciebie i Twojej córki.
Marisa pozostała nieruchoma.
– Nie rozumiem…
Alexandru uśmiechnął się zmęczony.
„Nie zatrudniam cię, bo mi cię żal. Zatrudniam cię, bo trafiłeś tu, kiedy większość ludzi poddałaby się po pierwszym kilometrze”.
Oczy Marisy napełniły się łzami.
Nie rozpłakał się od razu.
Po prostu trzymał teczkę przy piersi.
Tak jak wcześniej trzymał torbę z dokumentami.
Alexandru otworzył tylne drzwi.
„Chodź. Zabierzemy Sofię do domu.”