…kolejny Ion.
Daniel zamarł.
Latarka drżała w jego dłoni, a jej blade światło wędrowało po zimnych ścianach sali.
Mężczyzna w środku wyglądał dokładnie jak jego dziadek. Ta sama pociągła twarz. Te same gęste brwi. To samo przenikliwe spojrzenie.
Z tym wyjątkiem, że mężczyzna przed nim żył.
Oddychał cicho.
„Przyszedłeś…” powiedział starzec.
Jego głos był spokojny, ale brzmiał dziwnie w podziemnej sali.
Danielowi zaschło w gardle.
„Ty… ty umarłeś… obrzuciłem cię ziemią…”
Starzec uśmiechnął się ze zmęczeniem.
„Nie do końca”.
Daniel spojrzał na drzwi, przez które wszedł, jakby chciał się upewnić, że nie śni.
Potem z powrotem na otaczające je statki.
W każdym z nich unosiła się mała postać. Jak miniaturowe ludziki. Niektóre wyglądały podobnie. Inne miały różne twarze.
— Co to jest? — zapytał Daniel cicho.
Dziadek zrobił kilka kroków w jego stronę.
— Moje próby.
Daniela przeszedł zimny dreszcz po kręgosłupie.
— Próby czego?
Starzec rozejrzał się po pokoju.
— O życie.
Wskazał na jedno z naczyń.
— Ludzie myślą, że życie jest proste. Rodzisz się, żyjesz, umierasz. Ale tak naprawdę nie jest.
Daniel nic nie powiedział.
— Całe życie starałem się zrozumieć, co czyni człowieka… mężczyzną. Dlaczego jedni żyją długo, inni szybko odchodzą. Dlaczego niektórzy coś po sobie zostawiają.
Dziadek wziął jedno z naczyń.
— Próbowałem stworzyć życie. Zrozumieć, jak ono działa.
Daniel cofnął się o krok.
— Stworzyłeś… tych ludzi?
— Nie całych ludzi. Tylko początki.
Daniel wpatrywał się ze zdumieniem w półki pełne pojemników.
— I… po co mi to pokazałeś?
Stary westchnął.
— Bo mój czas naprawdę się skończył.
Daniel znowu na niego spojrzał.
— Ale jesteś tutaj!
— Na razie.
Stary wskazał na sufit.
— Trumna na górze… to tylko nagie ciało. Kopia. Ostatnia sztuczka dla świata.
Daniel czuł, jak jego serce bije coraz szybciej.
— Chciałem, żeby ludzie myśleli, że nie żyję. W ten sposób nikt by tu nie zaglądał.
W podziemnym pomieszczeniu słychać było tylko kapanie wody gdzieś z sufitu.
Dziadek podszedł bliżej i położył mu rękę na ramieniu.
— Danielu… jesteś jedynym w rodzinie, który był ciekawy. Jedynym, który się ze mnie nie śmiał.
Daniel pamiętał, jak jako dziecko wspinał się na wzgórze do domu staruszka. Jak zawsze zastawał go pochylonego nad zeszytami i rysującego.
— Pamiętasz, jak mówiłeś mi, że chcesz zrozumieć świat? — zapytał starzec.
Daniel powoli skinął głową.
— A więc to twoje dziedzictwo.
Starzec wyjął z kieszeni mały kluczyk.
— W szufladzie w moim biurze są wszystkie notatki. Lata pracy.
Daniel wziął kluczyk.
— A ty?
Dziadek się uśmiechnął.
— Jestem zmęczony.
Po raz kolejny spojrzał na pokój pełen naczyń.
— Ale możesz kontynuować to, co zacząłem.
W tym momencie starzec usiadł na metalowym krześle nieopodal.
Jego oddech stał się ciężki.
— Myślę, że teraz… naprawdę czas.
Daniel chciał coś powiedzieć, ale słowa nie chciały wyjść.
Po kilku sekundach starzec zamknął oczy.
Tym razem… na zawsze.
Daniel długo stał nieruchomo.
Wokół niego stały setki naczyń z zaczątkami życia.
Potem na chwilę zgasił latarkę i obserwował w milczeniu.
Kiedy wyszedł z podziemia i ponownie przykrył grób, deszcz ustał.
Słońce zaczynało wschodzić nad cmentarzem.
Daniel ścisnął klucz w dłoni.
Wiedział, że jego życie już nigdy nie będzie takie samo.
Ale po raz pierwszy zrozumiał coś, co zawsze powtarzał jego dziadek:
Niektórych sekretów nie powinno się chować.
Powinny być niesione dalej.