Carmen zacisnęła dłonie na kolanach i starała się nie drżeć.
Czuła na sobie wzrok wszystkich zgromadzonych na sali sądowej. Ludzie szeptali. Niektórzy patrzyli na nią z politowaniem, inni z pogardą.
Sędzia podniósł wzrok znad akt.
— Czy przyznaje się pani do winy?
Carmen przełknęła ślinę.
— Nie, sędzio… Niczego nie wziąłem. Przysięgam na moje dziecko.
Jeden z adwokatów Munteanu uśmiechnął się chłodno i wstał.
— Mamy niezbite dowody na to, że oskarżona była jedyną osobą obecną w sypialni w dniu jej zaginięcia. Nie ma śladów włamania. To oczywiste.
Carmen poczuła, jak coś pęka jej w piersi.
Oczywiście dla nich. Ale nie dla niej.
Darius stał obok niej w milczeniu, z oczami wbitymi w ziemię. Ściskał kieszeń bluzy tak mocno, że jego palce zbielały.
Carmen to zauważyła, ale nic nie powiedziała.
Sędzia skinął głową.
— Kontynuujemy…
— Sędzio!
Cichy głos Dariusza przeciął ciszę w sali.
Wszyscy odwrócili głowy.
Carmen zamarła.
— Dariusz… nie…
Ale chłopak wstał.
Widać było, że drżą mu kolana, ale w jego oczach pojawiło się coś nowego. Determinacja.
— Ja… wiem, kto wziął pierścionek.
W sali rozległ się głośny szmer.
Eduard Munteanu zmarszczył brwi.
— Co to za bzdura?
Sędzia uniósł rękę.
— Cicho! Chłopcze, powiedz, co masz do powiedzenia.
Dariusz powoli wyjął rękę z kieszeni.
W dłoni trzymał stary telefon.
— Nagrałam… niechcący… trzy tygodnie temu.
Carmen spojrzała na niego bez tchu.
— Byłem w willi… Czekałem na mamę… i coś zobaczyłem… i włączyłem kamerę…
Jeden z adwokatów nerwowo wtrącił się:
— Sędzio, to nie jest procedura…
— Pozwól dziecku kontynuować, powiedział stanowczo sędzia.
Dariusz przełknął ślinę.
— Mama nie wzięła pierścionka… Wład wziął.
Fala uderzeniowa przeszła przez pokój.
Wład nagle wstał.
— Kłamiesz!
— Nie! — krzyknął Dariusz ze łzami w oczach. — Nagrywałem cię!
Sędzia poprosił o telefon.
W przytłaczającej ciszy rozpoczęło się nagranie.
Było jasne: Wład w sypialni otwiera szkatułkę na biżuterię, wyjmuje pierścionek i chowa go do kieszeni.
Potem się śmieje.
— Sprzedam go i pozbędę się długów…
Nagrywanie ustało.
Nikt już nic nie powiedział.
Eduard Munteanu zbladł na twarzy.
Ioana zakryła usta dłonią.
Vlad osunął się na krzesło.
Sędzia zdecydowanym gestem zamknął akta.
— Oskarżona jest niewinna.
Carmen wybuchnęła płaczem.
Nie chodziło już tylko o proces.
Chodziło o lata, kiedy była niewidzialna.
O upokorzenie.
O strach.
Darius podszedł i mocno ją przytulił.
— Mówiłem ci, że wszystko będzie dobrze, mamo…
Po raz pierwszy od dawna Carmen poczuła, że naprawdę oddycha.
Wyszli z sądu trzymając się za ręce.
Słońce prażyło ich.
Nie mieli pieniędzy.
Nie mieli ochrony.
Ale mieli coś ważniejszego.
Prawdę.
I odwagę, żeby ją wyznać.