Samochód mknął w ulewnym deszczu, a wycieraczki ledwo nadążały. Madalina siedziała wciśnięta w fotel, z zimnymi dłońmi i wzrokiem utkwionym w nicość. Wszystko wydarzyło się zbyt szybko.
— Dokąd mnie zabierasz? — zapytała drżącym głosem.
Nikt nie odpowiedział jej od razu.
Gabriel, siedzący przed nią, spokojnie ocierał krew z dłoni białą chusteczką. Był spokojny w sposób, który przeraził ją bardziej niż strzał.
— Zbyt szybko się zorientowałaś — powiedział w końcu. Niewielu by to zauważyło.
— Nie chciałem… Po prostu widziałem…
— Dokładnie. Widziałaś.
Samochód skręcił ostro i wjechał w boczną uliczkę. Budynki stawały się coraz rzadsze, światła słabły.
Madalina miała wrażenie, że wkracza do świata, z którego nie ma powrotu.
— Mam matkę… Muszę wracać — powiedziała niemal szeptem.
Gabriel spojrzał na nią. Na ułamek sekundy coś się zmieniło w jego oczach.
— Gdzie ona jest?
— W akademiku… Muszę płacić co miesiąc…
— Ile?
Zawahała się.
— Prawie 3000 lei.
Ilie zaśmiała się krótko.
— Tyle?
Ale Gabriel się nie śmiał.
— Jeśli nie wrócisz, co się stanie?
— Wyrzucę ją…
W samochodzie zapadła cisza.
Po kilku sekundach Gabriel powiedział po prostu:
— Nikt jej nie wyrzuci.
Mădălina nie zrozumiała.
— Czego ode mnie chcesz?
— To twoja sprawa.
Samochód zatrzymał się przed dużą willą, ukrytą za wysokim płotem. Brama otworzyła się bezszelestnie.
Wysiedli.
Wciąż padał deszcz, zimno i duszno.
Madalinę zabrano do środka. Wszystko było czyste, eleganckie, zimne. Jak bezduszny hotel.
Kobieta oczyściła ranę na skroni.
Gabriel wszedł kilka minut później.
— Słuchaj uważnie — powiedział. Ktoś chciał mnie zabić. Jesteś jedyną osobą w tym pokoju, która widziała, skąd pochodzi zagrożenie.
— Nie wiem, kto to był!
— Nie pytam cię, kto to był. Pytam cię, czy chcesz żyć.
Te słowa trafiły ją prosto w twarz.
— Co to znaczy?
Gabriel podszedł bliżej.
— To znaczy, że od dziś masz dwie możliwości. Albo wracasz do swojego życia i masz nadzieję, że ten mężczyzna cię nie zauważył… albo zostajesz tutaj, a ja dopilnuję, żeby nikt cię nie dotknął.
Madalina poczuła ucisk w żołądku.
Wiedziała, że nie chodzi już tylko o wybór.
Chodzi o przetrwanie.
Myślała o swojej matce. O nocach, kiedy nie miała pieniędzy. O bólu w nogach. O życiu, które prowadziło donikąd.
Uniosła wzrok.
— Jeśli zostanę… co mam zrobić?
Po raz pierwszy Gabriel uśmiechnął się lekko.
— Uważać. To wszystko.
W ciągu następnych dni Madalina uczyła się szybko. Zbyt szybko. Nauczyła się dostrzegać szczegóły, czytać w ludziach, przewidywać niebezpieczeństwo.
I, nie zdając sobie z tego sprawy, zaczęła przestawać się bać.
Pewnego wieczoru, stojąc w tym samym miejscu, w którym przybyła po raz pierwszy, Gabriel podał jej kopertę.
— Co to jest?
— Dla twojej matki.
Otworzyła ją.
Wystarczyło na pokrycie jej wydatków na rok.
Madalina oniemiała.
— Dlaczego to robisz?
Gabriel wpatrywał się w nią.
— Bo tamtej nocy… nie uciekłaś.
Wtedy zrozumiała.
Nie była już zmęczoną kelnerką w restauracji.
Była kimś, kto nieświadomie postanowił zmienić swoje życie.
I po raz pierwszy od dawna nie czuła się już zagubiona.
Czuła się… silna.