Violeta stała nieruchomo, z twarzą bladą jak marmur pod stopami. Cały pokój się na nią patrzył, ale jej wzrok był utkwiony tylko w Andrieju.
— To nie tak, jak myślisz — powiedziała, próbując odzyskać panowanie nad sobą.
Ale jej głos nie miał już tej pewności, co kiedyś. Ludzie szeptali między sobą, kamery telewizyjne relacjonowały na żywo, a świat w internecie już huczał. Idealna kobieta, uwielbiany mężczyzna, wielkie kłamstwo.
Andriej zrobił krok naprzód. Trzymał w dłoni szklankę, jakby kurczowo się jej trzymał jak jedynej stabilnej rzeczy w swoim życiu.
— Czy to wszystko było kłamstwem? Wszystkie łzy, wszystkie noce, kiedy trzymałam cię za rękę i myślałam, że cierpisz?
Violetta otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Tylko deszcz uderzał w okna jak zegar odmierzający koniec.
Lia, z szeroko otwartymi oczami, nie wiedziała, czy płakać, czy uciekać. Klara podeszła do niej i położyła jej dłoń na ramieniu.
— Byłaś bardzo odważna — powiedziała cicho. — Dorośli zapominają, co znaczy prawda. Ty im o tym przypomniałaś.
Za kulisami strażnicy mieli rozkaz nie zbliżać się do dziecka. Andriej odwrócił się do nich i uniósł rękę.
— Nikt jej nie dotyka.
Potem spojrzał z powrotem na Violetę.
— Zamierzasz powiedzieć wszystko, czy mam przekazać nagranie prokuratorowi?
Violeta wzięła głęboki oddech, a po jej policzkach spłynęły łzy, ale nikt już w nie nie wierzył.
— Nie chciałam tu skończyć — mruknęła. — To był tylko pomysł. Szansa. Mówiono mi, że ludzie kochają dramaty, a ja… potrzebowałam pieniędzy.
Po sali przeszedł szmer oburzenia. Ludzie wstawali z miejsc, niektórzy ją filmowali, inni wygwizdywali. Wszystko się waliło.
Andriej zamknął na chwilę oczy, a potem zszedł ze sceny. Zatrzymał się przed Lią i pochylił się do jej poziomu.
— Dziękuję, mała — powiedział drżącym głosem. — Może uratowałaś mnie bardziej, niż ci się wydaje.
Następnego dnia wszystkie gazety pisały: „Prawda, która obaliła imperium: dziecko, które powiedziało wszystko”.
Fundacja Călinescu została zbadana, a Violeta zniknęła z centrum uwagi. W zamian sierociniec Sfânta Maria otrzymywał darowizny z całego kraju. Świat pragnął poznać małą dziewczynkę, która nie bała się mówić prawdy.
Ale Lia nie chciała sławy. Pewnego ranka poszła z dyrektorem sierocińca do małej kawiarni niedaleko uniwersytetu. Czekał tam na nią Andriej. Nie był już eleganckim mężczyzną z plakatów, ale prostym człowiekiem, zmęczonym, ale szczerym.
— Nauczyłem się czegoś od ciebie — powiedział jej. Że prawda boli, ale leczy.
Wyjął z kieszeni kartkę papieru. To była umowa sponsorska. Obiecano nowy dom dla sierocińca i stypendia dla dzieci bez rodzin.
— Może w ten sposób uda nam się zrobić coś dobrego z tego całego zła.
Lia uśmiechnęła się po raz pierwszy od gali.
— Prawda jest jak deszcz, panie Andriej — powiedziała. — Wszystko zamoczy, ale i oczyści.
I wtedy, po raz pierwszy, Andriej poczuł, że deszcz na zewnątrz nie jest już zimny. To był początek nowego życia — życia bez kłamstw, bez scenariuszy, tylko z ludźmi, którzy w końcu spojrzeli sobie w oczy i powiedzieli prawdę.