W łóżku, nad Tomą, nie było tego, co sobie wyobrażałam. Pani Harpa nie robiła nic niestosownego. Trzymała go mocno w ramionach, szlochając, a on lewą ręką gładził jej włosy.
Zatrzymałam się w progu, z zapartym tchem. Kobieta odwróciła się do mnie, z twarzą mokrą od łez.
— Lenuțo… przepraszam. On tylko… on tylko powiedział mi, że czuje, jakby umierał.
Zrobiłam krok do przodu. Toma był blady, z suchymi ustami. Oddychał ciężko. Na stoliku nocnym pudełko z lekami było przewrócone.
— Co mu dałaś? — krzyknęłam, drżąc.
Podniosła się gwałtownie, unosząc ręce:
— Tylko zwykłe tabletki, przysięgam! Powiedział, że wszystko go boli i… chciałam go uspokoić…
Rzuciłam się do niego. Dotknęłam jego zimnej twarzy. Jego oczy patrzyły na mnie pusto, zagubione gdzieś między życiem a śmiercią.
Z drżącymi rękami zadzwoniłam po karetkę, krzycząc do telefonu, podczas gdy moje łzy mieszały się z deszczem wpadającym przez otwarte okno.
Karetka przyjechała po dziesięciu minutach, ale mnie wydało się to godzinami. Zabrali go na noszach, a ja zostałam na chodniku, przemoczona do suchej nitki, patrząc, jak samochód odjeżdża z włączonymi syrenami.
Pani Harpa stała w kącie, z dłońmi przy ustach, cicho płacząc. Nic nie powiedziałam. W tamtej chwili nie miałam nawet siły, by ją oceniać.
W szpitalu lekarz przyszedł po godzinie.
— Jest teraz stabilny — powiedział. — Przyjął podwójną dawkę środków uspokajających, ale zdążyliście na czas. Gdybyście spóźnili się o dziesięć minut, nie moglibyśmy już nic zrobić.
Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Osunęłam się na krzesło i zaczęłam płakać.
Później Toma opowiedział mi wszystko.
— To nie była jej wina — powiedział cicho. — To ja poprosiłem, żeby mnie objęła. Czułem, że odchodzę… i bałem się. Nie chciałem umierać sam.
Zabrakło mi słów. Zrozumiałam, że w pogoni za pracą, długami i przetrwaniem zapomniałam o czymś najważniejszym: ten człowiek nie potrzebował tylko jedzenia i leków. Potrzebował miłości, dotyku, ciepła.
Kilka dni później zwolniłam panią Harpę, ale bez gniewu. Podziękowałam jej za wszystko i powiedziałam tylko:
— To czas, żebym to ja się nim zajęła — nie tylko jako żona, ale jako ktoś, kto naprawdę kocha.
Zmniejszyłam liczbę godzin pracy, nawet jeśli oznaczało to mniej pieniędzy. Zamieniłam wieczory w czas spędzany z Tomą. Czasem tylko opowiadam mu, co wydarzyło się w fabryce, innym razem siedzimy w ciszy, trzymając się za ręce.
Pewnego wieczoru powiedział:
— Wiesz, Lenuțo, kiedy zobaczyłem cię wbiegającą przez drzwi, pomyślałem, że anioły przyszły po mnie.
Uśmiechnęłam się przez łzy. Po raz pierwszy od wypadku poczułam, że życie — choćby było bardzo trudne — wciąż ma światło. Nie z zewnątrz, lecz z miłości, która zostaje, gdy wszystko wydaje się stracone.