Radu ciężkim krokiem wrócił do stołu. Vanessa mówiła dalej, uśmiechając się, ale jej słowa nie docierały do niego. W jego głowie rozbrzmiewał jedynie gorzki śmiech Any. „Byłeś zbyt zajęty budowaniem swojego imperium…”
Po raz pierwszy od lat jego sukces wydawał mu się pusty. Wszystkie światła, brawa i butelka drogiego wina przed nim zbladły w obliczu wspomnienia. Przypomniał sobie wieczory w małej kawalerce, kiedy Ana czekała na niego z prostym jedzeniem i dodawała mu otuchy: „Odniesiesz sukces, Radu. Wierzę w ciebie”.
Wtedy pracowała na dwie zmiany w bibliotece, a on marnował noce na naukę, pisanie planów, próby zbudowania czegoś z niczego. Była przy nim. Zawsze. A jednak, gdy nadarzyła się okazja, postanowił odejść, szukać swojego „prawdziwego życia”, przekonany, że jej miłość już mu nie wystarcza.
Vanessa zauważyła jego błądzące spojrzenie. — Radu, jesteś pewien, że wszystko w porządku?
Uśmiechnął się fałszywie. — Tak… po prostu zmęczony.
Ale zmęczenie było w rzeczywistości pustką, która go dręczyła.
Tej nocy nie spał. Podczas gdy Vanessa spokojnie zasypiała w luksusowym apartamencie, on wpatrywał się w sufit, mając w pamięci obraz Any: szczuplejszej, ze zmęczonymi oczami, ale z tą samą cichą godnością.
Następnego dnia nie mógł już zaznać spokoju. Przełożył spotkania, wyłączył telefon, włożył prostą bluzę i wrócił do restauracji. Stał na zewnątrz, obserwując wchodzących i wychodzących ludzi. W końcu ją zobaczył. Ana wychodziła ze starą torbą na ramieniu.
Pobiegł do niej.
— Ana, proszę, przestań!
Odwróciła się, wyraźnie zirytowana. — Czego chcesz, Radu? Już spóźniam się na autobus.
Wziął głęboki oddech. — Chcę zrozumieć. Co dla mnie poświęciłeś?
Ana patrzyła na niego długo, a potem przygryzła wargę. — Chciałeś studiować za granicą, jeździć na konferencje, założyć własną firmę. Nie miałeś pieniędzy, żadnego wsparcia. Sprzedałem biżuterię mojej matki. Porzuciłem studia, marzenie o zostaniu nauczycielem. Podjąłem się trzech prac, żeby opłacić twoje bilety, zajęcia i czynsz. I milczałem, bo cię kochałem.
Radu poczuł ucisk w gardle. — Dlaczego mi nigdy nie powiedziałaś?
— Bo nie chodziło o mnie, chodziło o ciebie. Byłeś moim marzeniem, Radu.
Łzy napłynęły mu do oczu. Pamiętał wieczory, kiedy wracał do domu załamany, a ona stawiała przed nim talerz ciepłego jedzenia, mówiąc: „Jedz, potrzebujesz siły”. Nigdy nie zdawał sobie sprawy, jak wiele poświęciła, żeby mógł latać.
— Ana… Byłem ślepy.
Pokręciła głową. — Nie, byłeś ambitny. I ci się udało. Tego właśnie dla ciebie chciałem. Tylko że cena była moja.
Zapadła między nimi cisza, ciężka jak ołów.
Pod wpływem impulsu Radu wyjął portfel. — Pozwól, że ci pomogę. Mogę ci zwrócić wszystko, co straciłeś, mogę dać ci więcej, niż kiedykolwiek sobie wyobrażałeś.
Ana uśmiechnęła się gorzko. — Nie tęsknię za twoimi pieniędzmi. Tęsknię za sobą, Radu. Za dziewczyną, która marzyła o nauczaniu, o dzieciach, o domu z kwiatami na zewnątrz. Ale ta dziewczyna była stracona, gdy wybrałeś inną drogę.
Radu czuł, jak wszystko się wali. W rumuńskiej kulturze poświęcenie kobiety dla mężczyzny było niemal oczywiste. Jego babcia zrobiła to samo dla swojego dziadka — pracowała w polu, wychowywała dzieci, podczas gdy on budował dom. Różnica polegała jednak na tym, że jej dziadek zawsze wracał do domu wdzięczny. On jednak odszedł.
Spojrzał na Anę. — Czy możesz dać mi szansę, żeby to naprawić?
Ana patrzyła na niego długo. — Radu, nie musisz mnie naprawiać. Możesz tylko się uczyć. Przestań deptać po duszach innych ludzi, żeby się do nich dostać.
Potem odwrócił się i odszedł, wsiadając do zatłoczonego autobusu.
Radu stał na chodniku, patrząc, jak zamykają się drzwi. Po raz pierwszy jego miliony nic nie znaczyły. Liczyła się tylko lekcja, której nauczył się późno: sukces bez wdzięczności to tylko pusta maska.
W tym momencie zrozumiał. Przysiągł sobie, że odtąd będzie robił wszystko inaczej. Będzie starał się dawać, a nie tylko brać.
I gdzieś w głębi duszy miał nadzieję, że pewnego dnia Ana odnajdzie światło, które nieświadomie zgasił.