Irina wstrzymała oddech, czując, że coś nie do końca do siebie pasuje. Jakby wszystkie elementy układanki składały się w całość, ale ostateczny obraz wciąż był niewyraźny.
Po karku przebiegł jej zimny dreszcz.
Paweł nigdy nie zniknął na tak długo. Zwłaszcza na przyjęciu zorganizowanym specjalnie dla jego rodziców. A spojrzenia dwóch mężczyzn w kącie, natarczywe i zbyt uważne, sprawiły, że poczuła się jak w kiepskim filmie.
Podniosła torbę z krzesła, zdeterminowana, by go poszukać.
Korytarz był cichszy. Muzyka była stłumiona, a ciepłe światło restauracji zmieniało się w zimny, dudniący korytarz. Irina poszła prosto do toalety, ale gdy dotarła do drzwi, gwałtownie się zatrzymała.
Z wnętrza nic nie było słychać.
Zapukała cicho.
Brak odpowiedzi.
Zapukała ponownie, głośniej.
„Paweł? Jesteś tam?”
Cisza.
Nacisnęła klamkę i drzwi lekko się uchyliły. Łazienka była pusta, nieskazitelnie czysta, jakby nikt do niej nie wchodził od kilku minut.
Ścisnął ją żołądek.
Gdzie ona wtedy była?
Pospiesznie wróciła na siłownię, ale w połowie drogi przez myśl przebiegła jej myśl: co, jeśli to wszystko było ustawione? Co, jeśli ta przesadna nuta, zniknięcie Pavla, spojrzenia mężczyzn… nie były zwykłym zbiegiem okoliczności?
Dotarła do drzwi akurat w momencie, gdy dwaj mężczyźni wychodzili na korytarz. Zatrzymali się na chwilę, gdy ją zobaczyli. Na tyle, by zmrozić jej krew w żyłach. Potem ruszyli w przeciwnym kierunku, spiesząc się.
Irina wzięła głęboki oddech.
„Uspokój się. Może to tylko twoja wyobraźnia”.
Ale jej instynkt podpowiadał coś innego.
Wróciła do stołu, ale zanim weszła do salonu, poczuła, że Ionuț biegnie w jej stronę.
„Proszę pani… czy udało się pani go znaleźć?”
„Nie. I nie zapłacę nic, dopóki z nim nie porozmawiam”.
Kelner rozejrzał się, a potem podszedł bardzo blisko i szepnął:
„Nie chcę pani straszyć, ale… to nie pierwszy raz, kiedy coś takiego się dzieje”.
Irina zamrugała, nie rozumiejąc.
„Co pani ma na myśli?”
„Były już imprezy… goście… ogromne rachunki… a potem osoba odpowiedzialna za imprezę znikała. Zawsze w weekendy. Zawsze z elegancko ubranymi ludźmi przy ciasnych stolikach. Zawsze ta sama firma organizacyjna”.
Irina poczuła, jak grunt usuwa jej się spod nóg.
„A co potem?” zapytała ściszonym głosem.
„Ludzie zostają z rachunkiem. Czasami z długami. Nawet… papierem z długiem. Podpisz, bo się boisz, bo sprawy się skomplikują”.
Irina poczuła, jak krew pulsuje jej w uszach.
„Pavel nie jest typem, który robi takie rzeczy” – powiedziała bardziej do siebie niż do kelnera.
„Może nie. A może został zmuszony. A może…”
„Może co?”
Ionuț obejrzał się za siebie i zbladł.
Irina instynktownie się odwróciła.
Dwóch mężczyzn w garniturach znowu tam było.
Tym razem znacznie bliżej.
Jeden z nich uśmiechnął się uprzejmie, aż za uprzejmie.
„Pani Irina, mam nadzieję, że rachunek pani nie przestraszył. Możemy porozmawiać w spokojniejszym miejscu, jeśli pani chce.”
Irina cofnęła się o krok. Serce biło jej tak mocno, że czuła jego echo w stopach.
„Nie rozmawiam o niczym bez męża.”
Mężczyzna wydął usta w zimnym uśmiechu.
„Pani mąż… ma bardziej skomplikowaną sytuację. Wyszedł trochę wcześniej, ale poprosił nas o pomoc w formalnościach. Wyjaśnimy pani wszystko.”
Irina poczuła, jak drętwieją jej palce.
Paweł wyszedł?
Dlaczego miałby to zrobić?
A kim byli ci ludzie?
Rozejrzała się. Impreza wciąż trwała. Śmiechy, drinki, muzyka. Nikt nie miał o tym pojęcia.
Więc wzięła głęboki oddech, uniosła brodę i powiedziała:
„Jeśli będzie miał coś do powiedzenia, to mi powie. Nigdzie z tobą nie idę”.
Mężczyzna po lewej zmarszczył brwi, a drugi zrobił krok w jej stronę. Ionuț natychmiast stanął między nimi.
„Panowie, pani powiedziała, że to nie przejdzie”.
Zapadła chwila ciszy, w której wszystko zdawało się zawieszone.
Potem mężczyźni cofnęli się o krok.
„Jak sobie życzycie. Ale rachunek musi zostać zapłacony”.
„I tak będzie” – powiedziała Irina. „Ale nie teraz. I nie z obcymi, którzy nie mają nic do roboty przy naszym stoliku”.
Odwróciła się i ruszyła do wyjścia, nie oglądając się za siebie. Nogi jej drżały, ale się nie zatrzymała. Czuła na sobie wzrok wszystkich.
Wyszła na zimne powietrze, opierając się o ścianę, żeby nie upaść.
Właśnie wtedy telefon zawibrował.
Krótka wiadomość.
Od Pawła.
„Wybacz mi. Uciekaj”.
Irina poczuła, jak coś w niej pęka.
Ale jednocześnie ogarnęła ją nowa, surowa, instynktowna siła.
Uniosła głowę, wzięła torbę i ruszyła w przeciwnym kierunku od restauracji, wiedząc tylko jedno:
Nie wpadnie w pułapkę.
Nie tej nocy.
I nigdy więcej.