Natalia na chwilę zamknęła oczy, mocno ściskając telefon w dłoni. Chciała powiedzieć: „Tak, proszę przyjść”, ale nie chciała być dla nikogo ciężarem.
— Nie, Luduţă, nic mi nie jest… po prostu jestem zmęczona — wyszeptała.
— Och, dziewczyno, znam cię. I tak przyjdę. Przyniosę ci gołąbki, bo to dopiero Wigilia. Otwórz mi, jak dotrę.
I zanim Natalia zdążyła zaprotestować, Luduţă już się rozłączyła. W ciszy domu, z migoczącymi w oknie światłami miasta, kobieta poczuła, jak ściska ją w duszy. Ile razy obiecywała sobie, że już nie będzie płakać? A jednak łzy znów zbierały się pod jej powiekami, ciężkie jak bezsilność.
Powoli wstała i poszła do kuchni. Na stole leżała torebka pomarańczy, które kupiła rano, powtarzając sobie, że przynajmniej ich zapach pozwoli jej poczuć święta. Dotknęła ich szorstkiej skóry, a potem, zaskoczona, uśmiechnęła się gorzko. Co to był za Sylwester?
Kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi, podskoczyła. Luduţa wpadła do środka z torbami, z szalikiem parującym od zimna i czerwonymi policzkami.
— Och, Nata… — powiedziała cicho, patrząc na jego bladą twarz. — Usiądźmy na chwilę, dobrze?
Usiedli przy stole, z gorącą herbatą. Luduţa rozmawiała o wszystkim — o dzieciach, o pracy, o szaleństwie w sklepach. Natalia słuchała i czuła, jak powoli jej dusza uwalnia się z węzła, który ją kurczowo trzymał.
— Wiesz, Andriej jest… zmęczony — próbowała go bronić. — Jemu też jest ciężko.
— Zmęczony?! — wybuchnęła Luduţa. — Prawdziwy mężczyzna nie ucieka, gdy jest ciężko. Nie przejmuje się tym, że masz krótsze włosy albo że trochę przytyłaś. Zostań przy tobie, bo na dobre i na złe, tak przysięgałaś!
Natalia spuściła wzrok.
— Może nie mogę jej już nic zaoferować…
— Zamknij się! — powiedziała Luduţa, kładąc pięść na stole. — Jesteś tą samą grzeczną dziewczynką, którą znam od lat. Właśnie przeszłaś przez piekło i wciąż idziesz naprzód. Nie każdy tak robi.
Te proste i ciepłe słowa przeniknęły Natalię niczym światło. I po raz pierwszy od wielu miesięcy poczuła w piersi nie ból… ale iskrę odwagi.
Po tym, jak przyjaciółka odeszła, zostawiając za sobą zapach gołąbków i nadziei, Natalia została przed oknem. Na zewnątrz lekko padał śnieg. Miasto szykowało się do północy, ludzie biegali z torbami, fajerwerkami i planami.
A ona? Siedziała sama w domu, w którym miłość dawno wystygła.
Ale może… może to nie była jej wina. Może czas pomyśleć o sobie. O jej życiu. O tym, na co zasługiwała.
Na stole leżał mały pamiętnik, który dostała lata temu od koleżanki. Otworzyła go i zapisała pierwsze słowa, które od wielu miesięcy wydawały jej się prawdziwe:
„W nadchodzącym roku chcę żyć. Dla siebie”.
A potem, gdzieś głęboko w jej sercu, coś się zmieniło.
Następnego ranka, zanim słońce wzeszło nad blokami, Natalia obudziła się z dziwnym spokojem. Nie czuła już ciężaru w piersi. Miała plan, choć nie mogła go tak nazwać.
Powolnymi, ale zdecydowanymi ruchami zaczęła zbierać stare ubrania, porozrzucane lekarstwa, nieprzeczytane gazety. Uporządkowała wszystko. Potem spojrzała w lustro i po raz pierwszy przestała unikać własnego wizerunku.
— To ja — wyszeptała. — I tym się zajmę.
W porze lunchu dostała wiadomość od Andrieja.
„Przyjdę później. Zjemy coś?”
Natalia długo wpatrywała się w ekran telefonu. Potem, bez mrugnięcia okiem, napisała:
„Nie. Dzisiaj jem z kimś, kto zasługuje na to, żeby być ze mną”.
Nacisnęła „wyślij”. I w tym momencie poczuła, jak po półtora roku strachu, ciepła wolność wypełniła każdy zakątek jej duszy.
Dziwne, jak czasem najpiękniejszy początek przychodzi tuż po najboleśniejszym końcu.
A dla Natalii nowy rok dopiero się zaczynał.