W dniu otwarcia ośrodek w niczym nie przypominał pompatycznych przemówień, które Elena słyszała przez całe życie.
To nie były idealne zdjęcia z magazynów.
Nie było sponsorów z pierwszej linii frontu.
Był to po prostu prosty dziedziniec z drewnianymi ławkami, skromnym placem zabaw i kilkoma jasnymi pokojami, które wciąż pachniały świeżą farbą.
Ilinca biegała po okolicy, jakby zawsze była tam u siebie.
Mihai siedział trochę z tyłu, z rękami w kieszeniach, zawstydzony oklaskami.
Elena natomiast nie patrzyła na tłum.
Spojrzał na tę dwójkę.
Sposób, w jaki Mihai patrzył na Ilinkę, jakby świat w końcu stał się bezpieczny.
Swoim sposobem Ilinca skinęła na niego, żeby podszedł bliżej.
Po przecięciu wstęgi ludzie zaczęli się rozchodzić. Niektórzy dyskutowali o „projektie społecznym”, inni o „imponującym geście”.
Ale Elena nic o tym nie słyszała.
Zobaczył Mihaia wycofującego się w stronę bramy.
A on poszedł za nim.
– Wyjechać bez słowa? – zapytała cicho.
Mihai uśmiechnął się krótko, zmęczony.
- Nie jestem przyzwyczajony do wielkich rzeczy… To jest bardziej twój świat.
Elena przechyliła lekko głowę.
- To już nie jest tylko moje.
Cisza.
W oddali śmiała się Ilinca, biegnąc za balonem.
Elena mówiła dalej:
– Wiesz, co zbierałem przez ostatnie kilka miesięcy?
Mihai nie odpowiedział, lecz pozostał na miejscu.
— Że nigdy nie brakowało mi niczego materialnego. Ale brakowało mi czegoś prostego. Kogoś, kto nie poprowadzi mnie przez to, co mam.
Mihai powoli skinął głową.
- Nie wiem, jak mówić tak jak ty…
– W takim razie nie mów.
Elena podeszła o krok bliżej.
- Zostań.
Mihai zamarł.
Po raz pierwszy wydawało się, że nie ma już gotowej odpowiedzi.
- Jakim prawem? – zapytał cicho. Ja… Nie jestem typem osoby w twoim życiu.
Elena uśmiechnęła się smutno.
- To jest właśnie problem. Przez całe życie miałem „właściwą płeć”. I nie uszczęśliwiły mnie.
Ilinca podbiegła i zatrzymała się między nimi, nie czując ciężaru chwili.
- Tatusiu! Czy pani Elena przyjdzie do nas na kolację?
Mihai spojrzał na Elenę. Potem Ilinka.
I coś w nim pękło i jednocześnie się uspokoiło.
– Jeśli… nie masz nic przeciwko temu – powiedział cicho.
Elena uśmiechnęła się.
- Nie przejmuj się. Nigdy.
Wieczorem w małym mieszkanku Mihaia posiłek był prosty: zupa, ciepły chleb i cisza.
Ale był to spokój inny niż samotność.
To był ten, w którym zaczynałem czuć się jak w domu.
Ilinca wcześnie zasnęła.
Elena stała przy oknie i patrzyła na słabo oświetlone miasteczko.
Mihai zatrzymał się za nią.
– Wiesz, co jest dziwne? powiedział.
- Co?
— Że całe życie myślałem, że ludzie tacy jak ty mieszkają wysoko, daleko. I że żyjemy nisko.
Elena odwróciła głowę w jego stronę.
– A teraz?
Mihai uśmiechnął się lekko.
— Teraz wierzę, że nie ma „góry” i „dół”. Tylko ludzie, którzy randkują lub nie.
Elena milczała przez kilka sekund.
Potem po prostu powiedział:
- Więc myślę, że się spotkaliśmy.
I po raz pierwszy Mihai nie uciekł od tego pomysłu.
Po prostu tam zostało.
Obok niej.
Jakby powoli, bardzo powoli życie uczyło się na nowo żyć bez strachu.