…„Mariana Elena Dumitrescu”.
Jego głos brzmiał inaczej. Nie jak podczas zwykłej rozmowy. Ale jakby każde słowo miało nieco większą wagę.
Podniosłam wzrok.
„Tak…” – odpowiedziałam niepewnie.
Reklamy
Sędzia jeszcze raz spojrzał na dokument przed sobą, a potem z powrotem na mnie.
„Proszę zachować spokój” – powiedział, choć wyglądało na to, że sam z trudem zachował spokój.
Călin zmarszczył brwi.
„Sędzio, co się dzieje? Czy możemy kontynuować…”
„Nie” – przerwał mu szorstko. „Nie możemy”.
Jego ton nie pozostawiał miejsca na dyskusję.
Po raz pierwszy Călin brzmiał niepewnie.
Viviana skrzyżowała ramiona, ale nie miała już w sobie tej samej arogancji.
Sędzia skinął na żandarma, który zamknął drzwi.
Po czym lekko pochylił się do przodu.
„Pani Dumitrescu… te akta zawierają coś więcej niż tylko pozew rozwodowy”.
Poczułam ucisk w żołądku.
„Nie rozumiem…”
Podniósł dokument.
„Wczoraj wieczorem, po złożeniu dodatkowych dokumentów, dołączono oficjalne zawiadomienie o możliwości nadużyć finansowych i fałszywych zeznaniach”.
Cisza.
Călin zamarł.
„Co to za bzdura?” – wyrzucił z siebie.
Sędzia nawet na niego nie spojrzał.
„Pańska firma… a raczej firma, którą pani rzekomo prowadzi, jest objęta szerszym dochodzeniem”.
Zakryłam usta dłonią.
„Moja firma?” – wyszeptałam.
„Tak” – powiedział spokojnie. „A zgodnie z dokumentami jest pani większościowym wspólnikiem. Nie pani mężem”.
Wszystkie oczy zwróciły się na mnie.
Po raz pierwszy nie byłam już niewidzialna.
Călin zaczął szybko mówić.
„To pomyłka! Ona nic nie wie o firmie…”
„Wiem” – powiedziałam, nie podnosząc głosu.
Spojrzałam mu prosto w oczy.
„Bo to ja zaczęłam”.
Czułam, jakby atmosfera na sali sądowej się zmieniła.
Sędzia skinął lekko głową.
„Dokładnie”.
Viviana cofnęła się o krok.
„Zaraz… co masz na myśli?”
Ale nikt jej nie odpowiedział.
Sędzia kontynuował:
„Co więcej, istnieją dowody na to, że przelewy pieniężne zostały dokonane bez pani zgody, pani Dumitrescu”.
Czułam, jak serce wali mi w gardle.
Tak wiele nocy czułam, że coś jest nie tak…
„Kwoty przekraczają 200 000 lei” – dodał.
Po sali przeszedł szmer.
Călin zbladł.
„To nieprawda…”
„To prawda” – powiedział sędzia. „I w tym momencie nie mówimy już tylko o rozwodzie”.
Żandarm podszedł.
Viviana całkowicie się wycofała.
„Călin Dumitrescu, proszę pozostać w pokoju w celu uzyskania dalszych wyjaśnień”.
Nie panował już nad sytuacją.
Nie był już tym pewnym siebie mężczyzną.
Był po prostu uwięzionym człowiekiem.
Lekko odchyliłam się na krześle.
Po raz pierwszy od miesięcy… przestałam się trząść.
Położyłam rękę na brzuchu.
Dziecko znów się poruszyło.
Tym razem nie ze strachu.
Ale na potwierdzenie.
Nie byłam sama.
Sędzia ponownie na mnie spojrzał, ale tym razem jego wyraz twarzy był inny.
Szacunek.
„Pani Dumitrescu” – powiedział – „sąd podejmie wszelkie niezbędne środki, aby chronić panią i dziecko”.
Zamknęłam na chwilę oczy.
Całe to upokorzenie.
Wszystkie nieprzespane noce.
Wszystkie chwile, w których czułem się mały.
Stały się czymś konkretnym.
Prawda.
I wreszcie…
sprawiedliwość.