Po tym incydencie Irina zrozumiała, że czasem krewni bywają trudniejsi niż obcy. Wkrótce Ana, z fałszywym uśmiechem, wysłała jej kolejną wiadomość: „Zebrałaś już warzywa? Proszę, nie pozwól im się zepsuć!”.
Irina spojrzała na telefon, a potem na ogród pełen dojrzałych pomidorów. Powoli, drżąc, wstała z łóżka. Choć czoło piekło ją od gorączki, nie chciała już słyszeć żadnych wymówek. Małymi krokami wyszła na zewnątrz i usiadła na ławce. Ciepłe powietrze paliło ją w policzki, ale w duszy czuła chłód.
Otaczała ją cisza. Ptaki leniwie śpiewały, a wiatr kołysał suchymi liśćmi kopru. Spojrzała na wszystko, nad czym pracowali z Andriejem rok po roku. Piękny, zadbany ogród, który teraz wydawał się jej ciężarem.
Kiedy Andriej wrócił wieczorem do domu, zastał ją w takiej pozycji, opartą o ścianę domu.
Reklamy
– Irino, wyszłaś? Jak się czujesz?
– Chyba lepiej… – powiedziała powoli. – Ale podjęłam decyzję. Koniec. Już nic nie robię dla nikogo. Ani dla Any, ani dla nikogo innego.
Andriej uśmiechnął się lekko, wiedząc, jak trudno było mu dojść do tego momentu.
– Właśnie takiej cię pragnę, moja kobieto.
Następnego dnia Irina obudziła się wcześnie. Nadal czuła się słabo, ale miała dziwną energię, jakby kamień spadł jej z serca. Zaczęła zbierać warzywa, te z własnego ogrodu. Schowała wszystko starannie do pudeł, ale tym razem dla siebie.
Kiedy Ana wróciła z wakacji, czekała ją niespodzianka. Jej ogród był pełen chwastów, a pomidory wyschły na słońcu.
– Irino! – krzyknęła z drogi szorstkim głosem. – Co ty zrobiłaś? Całe moje plony przepadły!
Irina cicho wyjrzała przez furtkę.
– Mówiłam ci, że jestem chora. Nie miałam już sił.
– Ale przynajmniej mogłaś…
– Nie, Ana. Ja się swoimi zajęłam. Bo wiesz, każdy musi robić swoje na swoim podwórku.
Ana oniemiała. Chyba po raz pierwszy w życiu zrozumiała, że jej siostra nie jest już tą łagodną kobietą, która zawsze chętnie pomaga, bez względu na cenę.
Wieczorem Irina i Andriej jedli na podwórku, przy małym stoliku z pnia drzewa. Powietrze było ciepłe, pachnące bazylią i dojrzałymi pomidorami.
– Smaczne, prawda? – zapytał, nalewając jej szklankę zimnej lemoniady.
– Idealnie – powiedziała Irina. – W końcu czuję się wolna.
I po raz pierwszy od dawna jej uśmiech nie był zmęczony, a szczery.