— Tato… czy mama jest zła?
Andriej nie spuszczał wzroku z drogi.
— Nie. Mama nie jest na ciebie zła. Teraz musisz mnie tylko wysłuchać. Jestem tutaj. Zaopiekuję się tobą.
Matei milczał przez chwilę.
Potem powiedział prawie szeptem:
— Próbowałem dać Anie ciasteczka… ale nie chciała jeść.
Andriej poczuł ucisk w gardle.
— Dobrze zrobiłeś, że do mnie zadzwoniłeś.
Kiedy dojechali do szpitala, Andriej gwałtownie zahamował tuż przed wejściem na izbę przyjęć.
Wysiadł z samochodu z Aną na rękach, a Matei trzymał się jego kurtki.
— Ratunku! Moje dziecko ma wysoką gorączkę! — krzyknął.
Pielęgniarki zareagowały natychmiast.
W ciągu kilku sekund Ana była już na noszach, a lekarz pędził z nią korytarzem.
— Proszę pana, proszę zostać tutaj — powiedziała mu pielęgniarka. Zaraz ją zobaczy.
Mati kurczowo trzymał się jego nogi.
— Tato… czy nic jej nie będzie?
Andriej pochylił się i pogłaskał ją po włosach.
— Będzie. Lekarze już jej pomagają.
Ale prawda była taka, że jej serce biło tak mocno, jakby chciało rozsadzić jej klatkę piersiową.
Minęły długie minuty.
Wtedy z pokoju wyszedł lekarz.
— Kto jest ojcem?
— Ja.
Lekarz spojrzał na niego poważnie.
— Dziewczynka ma bardzo wysoką gorączkę i jest odwodniona. Jak długo nie jadła?
Andriej zawahał się.
— Nie wiem dokładnie… ale mój synek powiedział, że od trzech dni nie ma w domu jedzenia.
Lekarz milczał przez chwilę.
— Było bardzo blisko poważnych powikłań. Gdybyś się spóźnił jeszcze kilka godzin… sytuacja mogłaby stać się bardzo poważna.
Słowa spadły jak cios.
Andriej oparł się o ścianę.
Mateusz patrzył na niego szeroko otwartymi oczami.
— Czy zrobiłem coś złego? — zapytał cicho.
Andriej natychmiast wziął go w ramiona.
— Nie, kochanie. Uratowałeś Anę. Gdybyś do mnie nie zadzwonił…
Nie mógł dokończyć zdania.
Po kolejnych dwóch godzinach lekarz wrócił z lepszymi wieściami.
Ana dostała kroplówkę.
Gorączka zaczęła jej spadać.
Była bezpieczna.
Andriej po raz pierwszy poczuł, że może oddychać.
Ale pytanie pozostało.
Gdzie była Laura?
Powiadomiono policję i kilka godzin później prawda wyszła na jaw.
Laura wyjechała z miasta na dwa dni z mężczyzną, którego niedawno poznała.
Zostawiła dzieci same, przekonana, że „dają sobie radę”.
Kiedy Andriej to usłyszał, nie poczuł gniewu.
Poczuł jedynie zimną ciszę.
Następnego ranka Ana siedziała na szpitalnym łóżku i jadła zupę.
Matei siedział obok niej, dumnie trzymając łyżkę.
Andriej obserwował ich.
I wtedy coś zrozumiał.
Czasami życie uderza dokładnie tam, gdzie boli najmocniej.
Ale czasami sześciolatek z telefonem w ręku może wszystko zmienić.
Tego dnia Andriej podjął prostą decyzję.
Jego dzieci nigdy więcej nie będą same.
I nigdy głodne.
Bo od tamtej chwili ich dom był tam, gdzie on.