Stałam nieruchomo przez kilka sekund, patrząc mu prosto w oczy. Po raz pierwszy od miesięcy Marius nie miał na twarzy tego pewnego siebie wyrazu. Patrzył na mnie i Valentinę, rozpaczliwie próbując zrozumieć, ile się nauczyłam.
Valentina skrzyżowała ramiona.
— Co się stało? Znasz ją?
Marius zawahał się na ułamek sekundy.
— Nie… Po prostu nie toleruję takich skandali w firmie.
Powoli wyjęłam telefon z kieszeni. Nagrywanie trwało już od kilku minut.
— Dobrze, że nie tolerujesz skandali — powiedziałam spokojnie. — Bo ja też ich nie toleruję.
Valentina zaśmiała się pogardliwie.
— A co ty zamierzasz zrobić? Pójdziesz do działu kadr?
W tym momencie do stołówki weszła Clara w towarzystwie szefa działu prawnego i dyrektora finansowego. Nie wyglądali na zaskoczonych. Po prostu bardzo poważnych.
— Mariana, chyba już czas — powiedziała Clara.
Wszyscy odwrócili głowy w moją stronę.
Rozwiązałam spinkę we włosach, wygładziłam marynarkę i wyjęłam z torby legitymację akcjonariusza i czarną teczkę, którą przygotowałam kilka dni wcześniej.
— Nie nazywam się Sofia Ionescu — powiedziałam bez podnoszenia głosu. Jestem Mariana Popescu, większościowa akcjonariuszka firmy.
Cisza w pokoju była tak przytłaczająca, że słychać było tylko szum ekspresu do kawy.
Valentina cofnęła się o krok.
— Nie… to niemożliwe…
Marius na chwilę zamknął oczy. Wiedział, że gra skończona.
Otworzyłam teczkę.
W środku znajdowały się kopie przelewów bankowych, umów zatwierdzonych bezprawnie, korespondencja wewnętrzna i raport z audytu, który rozpoczął się w tajemnicy dwa tygodnie wcześniej.
— Inwestycja w Capital Nord, o której pani mówiła, nie miała na celu rozwoju firmy, a przeniesienie aktywów do kontrolowanej przez panią spółki. Potem zamierzałeś usunąć mnie z zarządu i opróżnić firmę ze wszystkiego, co cenne.
Dyrektor ds. prawnych skinął głową na znak zgody.
— Wszystkie dokumenty zostały sprawdzone.
Walentina spojrzała na Mariusa z przerażeniem.
— Powiedz im, że to nieprawda!
Nie powiedział nic więcej.
Nacisnąłem przycisk w telefonie, a nagranie rozmowy w biurze było wyraźnie słyszalne w całym pomieszczeniu. Jego głos, obiecujący wyprowadzić mnie z domu i dać Valentinie moje miejsce, nie pozostawiał miejsca na żadne wyjaśnienia.
Kilku pracowników spuściło wzrok. Inni powoli kiwali głowami, jakby wiele spraw w końcu zaczęło nabierać sensu.
— Od tej chwili — kontynuowałem — Marius Sălăjan zostaje odwołany ze stanowiska dyrektora generalnego do czasu zakończenia wewnętrznego dochodzenia. Jego dostęp do kont i systemów firmy zostaje zawieszony.
Klara podała mu kopertę.
— Decyzja zarządu.
Marius przyjął ją drżącą ręką.
— Mariana… możemy porozmawiać w domu.
Spojrzałam na niego spokojnie.
— Dom? Miejsce, z którego chciałeś mnie wyrzucić?
Nie odpowiedział.
Walentyna próbowała znaleźć słowa.
— Ja… Nie wiedziałam…
— Wiedziałaś wystarczająco dużo, żeby upokarzać ludzi i zachowywać się, jakby firma była twoim dziedzictwem — powiedziałam jej. Policzek, który mi dałaś, to najmniejszy z twoich problemów.
Zwróciłam wzrok na pracowników.
— Ta firma została zbudowana dzięki pracy i szacunkowi. Nie pozwolę nikomu uczynić z niej narzędzia pychy czy kłamstw.
Kelner w kawiarni, który był świadkiem całej tej sceny, w milczeniu przyniósł mi serwetkę do policzka.
Podziękowałam mu z uśmiechem.
To był pierwszy szczery gest, jaki otrzymałam tego dnia.
Wyszłam z sali bez pośpiechu, a za mną rozpoczęły się oficjalne procedury. Nie czułam radości ani chęci zemsty.
Dopiero po długim czasie poczułem, że dotrzymałem obietnicy danej ojcu: nigdy nie zostawię firmy w rękach niewłaściwej osoby.