Zamiast jechać do willi, Ernest pojechał prosto do siedziby swojej firmy.
Zbliżała się pora lunchu, a w budynku było tylko kilku dyrektorów.
Poszedł do swojego biura, nie odzywając się do nikogo, i zamknął drzwi.
Pierwszy telefon był do jego prawnika.
— Mihai, przyjedź natychmiast. I sprowadź notariusza.
Drugi telefon był do szefa firmy zarządzającej systemem monitoringu.
— Chcę kopie wszystkich nagrań z ostatnich siedmiu dni. Nikt nie może niczego usunąć.
Trzeci telefon był do jego lekarza rodzinnego.
— Panie doktorze, od tej pory nie będę przyjmował żadnych leków ani herbat bez dokładnej analizy. Muszę się z panem pilnie spotkać.
Wieczorem prawnik, notariusz i informatyk byli już w jego biurze.
Wszyscy obejrzeli nagranie.
Nikt się nie odezwał do końca.
— Trzeba powiadomić policję — powiedział prawnik.
Ernest pokręcił głową.
— Zostanie ogłoszone. Ale najpierw muszę się upewnić, że nic nie wpadnie mi w ręce.
Przez następne dwadzieścia cztery godziny wszystkie konta osobiste zostały zablokowane przed wszelkimi operacjami przeprowadzanymi przez Dragoșa.
Dostęp do sejfów firmowych został zmieniony.
Kody do willi zostały zmienione.
Testament został unieważniony.
Jednocześnie lekarze potwierdzili, że Ernest miał w organizmie ślady wielokrotnie podawanego środka uspokajającego.
Dawka nie była wystarczająca, by go natychmiast zabić.
Ale w połączeniu z leczeniem kardiologicznym mogła spowodować dokładnie to, co powiedziała Felicia: pozorny zawał serca.
Następnego ranka Dragoș i Felicia weszli do salonu przekonani, że Ernest nie wróci przez kilka dni.
Byli sparaliżowani strachem.
Czekał na nich przy stole.
Przed nim stał laptop, kilka plików i duży telewizor.
— Tato… zapomniałeś o czymś? Dragoș wyjąkał.
— Tak — odpowiedział Ernest. — Zapomniałem, że najgorszy wróg czasami nie przychodzi z zewnątrz.
Nacisnął przycisk pilota.
Na ekranie zaczęły pojawiać się obrazy z biura.
Głos Felicii wypełnił pomieszczenie.
„Dzisiaj dałam mu podwójną dawkę…”
Twarz Dragoșa zbladła.
Felicia instynktownie cofnęła się o krok.
— To nie to, na co wygląda…
— To jest dokładnie to, co jest.
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
Do domu weszło dwóch policjantów i prokurator.
Adwokat Ernesta przekazał im już wszystkie dokumenty i wyniki badań lekarskich.
Felicia próbowała uciec.
Zatrzymano ją na korytarzu.
Dragoș podszedł do ojca ze łzami w oczach.
— Ojcze… Myliłem się.
Ernest patrzył na niego długo.
— Pomyliłeś się w dniu, w którym wybrałeś pieniądze zamiast człowieka, który zaoferował ci wszystko, co miał.
To były ostatnie słowa, jakie do niego powiedział.
Proces trwał prawie rok.
Nagrania, analizy i wiadomości znalezione w telefonach obu mężczyzn potwierdziły plan powolnego otrucia go, aby zdobyć fortunę.
Po skazaniu Ernest całkowicie zmienił swoje życie.
Duża część jego majątku została przekazana fundacji, która oferowała stypendia dzieciom pozostawionym bez rodziców.
Dom, w którym dorastał Dragoș, nigdy już nie był miejscem spotkań rodzinnych.
Stał się jednak ośrodkiem, w którym dziesiątki dzieci znajdowały każdego dnia wsparcie i nadzieję.
A Ernest zrozumiał, być może za późno, że prawdziwym dziedzictwem nie jest majątek, który zostawiasz swoim dzieciom.
Lecz dobro, które wybierasz, gdy ci, którym najbardziej ufałeś, najbardziej cię zawodzą.